Mircea

Niemcy na rumuńskim żaglowcu Mircea

Drugi sezon z rzędu niemieccy kadeci odbędą praktyki na pokładzie rumuńskiego barku Mircea. To siostrzana jednostka Gorch Focka, który wciąż jest remontowany.

 

4 czerwca Mircea wyruszy z macierzystej Konstancy w rejs szkoleniowy. W trakcie miesięcznej podróży po Adriatyku i Morzu Śródziemnym odwiedzi Grecję (Pireus), Czarnogórę (Tivat) i Włochy (Bari). Oprócz załogi stałej i 48 rumuńskich praktykantów, na barku zaokrętowała grupa 51 kadetów z Niemiec. Marynarka wojenna naszych zachodnich sąsiadów już drugi rok z rzędu wysyła studentów swojej akademii na morską praktykę na Mircei. Decyzja, by trenować właśnie na tym żaglowcu wydaje się logiczna, ponieważ jest to bliźniacza jednostka Gorch Focka. Szkolny bark Bundesmarine wciąż pozostaje w stoczni. Jego trwający 2 lata remont miał się zakończyć na początku tego roku, jednak już wiadomo, że prace przedłużą się o co najmniej kolejne 12 miesięcy.

 

Co ciekawe, niemieccy kadeci podczas szkolenia na Mircei mają zakaz wchodzenia na maszty. To pokłosie dwóch śmiertelnych wypadków, jakie miały miejsce na Gorch Focku w 2008 i 2010 roku. Po tych wydarzeniach standardy bezpieczeństwa na żaglowcu zostały znacznie poprawione, zwłaszcza na masztach, na których zamontowano dodatkowe systemy zabezpieczające. Mircea ich nie posiada, dlatego federalne Ministerstwo Obrony podjęto decyzję, by w ogóle zrezygnować z pracy na rejach. Zamiast tego, niemieccy kadeci będą uczyć się nawigacji, meteorologii, sterowania, wiązania węzłów i wielu innych czynności, których wymaga obsługa i codzienne utrzymanie żaglowca.

 

Druga grupa kadetów z Niemiec ma popłynąć w miesięczny rejs na przełomie sierpnia i września. Jego trasa jest jeszcze w trakcie ustalania.

 

Mircea to trzymasztowy bark o długości całkowitej 82 metrów i szerokości 12 metrów. Jego maszty osiągają wysokość 44 metrów. Łączna powierzchnia wszystkich 23 stawianych na nich żagli to prawie 1800 metrów kwadratowych. Armatorem jednostki jest rumuńska akademia Marynarki Wojennej Mircea cel Batran, z siedzibą w Konstancy. Okręt zbudowano w latach 1938-39 na zamówienie rumuńskiego rządu, częściowo za pieniądze zebrane przez społeczeństwo w ramach powszechnej zbiórki. Nowa jednostka miała zastąpić starzejący się drewniany bryg z 1882 roku, noszący tę samą nazwę. Zamówienie powierzono renomowanej stoczni Blohm und Voss w Hamburgu. Rumuni nie kupowali kota w worku. Zdecydowali się na żaglowiec z udanej i sprawdzonej serii barków, którą zapoczątkował zwodowany w 1933 roku Gorch Fock. Potem z hamburskich pochylni spłynęły jeszcze dwa podobne modele: Horst Wessel (obecnie to amerykański Eagle) oraz Albert Leo Schlageter (dziś portugalski Sagres). Jednostki te tworzyły zespół szkolnych żaglowców nazistowskiej Marynarki Wojennej. Mircea powstała jako czwarty bark z tej serii. Kadłub zwodowano 22 września 1938 roku, a 27 kwietnia 1939 roku ukończony żaglowiec podniósł rumuńską banderę. Do portu macierzystego w Konstancy wszedł 17 maja, gdzie powitał go, m.in. kończący służbę imiennik.

 

Rumuński żaglowiec Mircea po raz pierwszy zacumował w Gdyni
Rumuński żaglowiec Mircea podczas wizyty w Gdyni w 2017 roku / fot. Krzysztof Romański

 

W 1944 roku żaglowiec wpadł w ręce sowietów, którzy przejęli go wraz z wieloma innymi jednostkami w ramach reparacji wojennych. Warto przypomnieć, że Rumunia w II wojnie światowej stanęła po stronie państw osi. Po licznych dyplomatycznych zabiegach trwających 2 lata Mirceę udało się odzyskać. W listopadzie 1965 roku okręt przeżył najbardziej dramatyczny moment w swojej historii. Holowaną na remont do hamburskiej stoczni jednostkę na Zatoce Biskajskiej dopadł potężny sztorm, o sile nierejestrowanej wcześniej na tym akwenie. Pozbawiony sprawnego silnika żaglowiec zerwał się z holu, a ogromne fale spychały go w stronę skalistego brzegu. Wobec narastającego niebezpieczeństwa, kapitan podjął rozpaczliwą decyzję o wysłaniu sygnału sygnału S-O-S. Na pomoc Mircei ruszył norweski frachtowiec Conrad i 2 francuskie jednostki ratownicze.  Liczne próby podania holu okazywały się jednak bezskuteczne. W końcu, po trwającej wiele godzin akcji ratunkowej udało się żaglowiec bezpiecznie doprowadzić do portu w Breście. Rumuński bark miał więcej szczęścia niż 44 inne statki, które biskajski sztorm-gigant posłał na dno.

 

Nazwa jednostki pochodzi od postaci słynnego średniowiecznego władcy, który rządził na Wołoszczyźnie w latach 1386-1412. Mircea cel Batran (po polsku Mircza Stary) uznawany jest za wybitnego męża stanu i dowódcę, którego rządy doprowadziły do znacznego poszerzenia granic państwa. Podczas jego panowania hospodarstwo wołoskie rozwinęło żeglugę i stało się na krótko państwem prowadzącym handel morski. Rzeźba przedstawiająca wizerunek Mirczy umieszczona została pod bukszprytem żaglowca. Wąsata postać władcy w niebieskim stroju jest jednym z bardziej charakterystycznych współczesnych galionów.

 

Krzysztof Romański

1.06.2018 r.
Zdjęcie w nagłówku: Dan Cristian Mihăilescu

Dodaj komentarz