Po trwającej ponad rok wyprawie One Ocean Expedition do macierzystego portu powrócił największy żaglowiec Norwegii. Statsraad Lehmkuhl – jak zwykle w takich momentach – przywitał Bergen paradą rejową na fokmaszcie i załogą śpiewającą szantę. Tym razem był to utwór „Haul Away Joe”.
Krzysztof Romański, 19.04.2026 r.
Nazywane najbardziej deszczowym miastem świata Bergen podjęło powracających żeglarzy zgodnie ze swoim przydomkiem – deszczem. Mimo to, na wchodzący do portu bark czekały tłumy. W sobotnie popołudnie, 18 kwietnia 2026 roku, domykał się projekt, który – choć planowany jako precyzyjnie rozpisana ekspedycja, łącząca żeglarstwo, naukę i dyplomację – ostatecznie stał się opowieścią o tym, jak zmieniający się klimat redefiniuje żeglugę nawet najbardziej doświadczonych załóg. Kulminacją rejsu miało być pokonanie pod żaglami legendarnego Przejścia Północno-Zachodniego. Rzeczywistość jednak zweryfikowała te założenia.
Klimatyczna misja pod żaglami
One Ocean Expedition 2025–2026 od początku pomyślana była jako część ONZ-owskiej Dekady Oceanów. Celem wyprawy było zwrócenie uwagi na stan mórz i oceanów oraz budowanie współpracy między nauką, polityką i społeczeństwem. Na pokładzie norweskiego barku płynęli naukowcy, studenci i przedstawiciele instytucji publicznych. W kolejnych portach organizowano spotkania, wykłady i wydarzenia popularyzujące wiedzę o oceanach. Równolegle prowadzono badania – od pomiarów prądów morskich po monitoring hałasu podwodnego i obecności mikroplastiku. Trasa objęła Atlantyk, Morze Śródziemne, Arktykę, Pacyfik i Karaiby.
Rejs rozpoczął się 11 kwietnia 2025 roku w Bergen. Statek najpierw żeglował po akwenach północnych – odwiedził Lerwick na Szetlandach, Tromso i Islandię, by potem popłynąć na Morze Śródziemne. Szczególne znaczenie miała wizyta w Nicei. Postój zaplanowano w związku z konferencją ONZ poświęconą oceanom (UN Ocean Conference), podczas której statek pełnił rolę miejsca spotkań i wydarzeń towarzyszących – debat, wystaw i prezentacji projektów badawczych.
Z Morza Śródziemnego jednostka wyruszyła dalej na Atlantyk, odwiedzając m.in. porty w Ameryce Północnej i na Karaibach, zanim skierowała się na północ, ku Arktyce. W planie znalazło się także przejście przez Przejście Północno-Zachodnie oraz dalsza żegluga na Pacyfik przez Kanał Panamski – układ trasy miał podkreślać globalny charakter wyprawy i różnorodność środowisk oceanicznych.
Plan idealny – i jego arktyczne załamanie
Najbardziej ambitnym elementem wyprawy miała być żegluga przez słynne Przejście Północno-Zachodnie z Grenlandii na Alaskę. Trasa była przygotowywana przez ponad dwa i pół roku, z udziałem ekspertów i pilotów lodowych. Jednak w sierpniu 2025 roku, gdy Statsraad Lehmkuhl znajdował się już w Zatoce Baffina i zmierzał ku cieśninom arktycznej Kanady, pojawił się komunikat od władz – rejs nie może być kontynuowany. Problemem okazał się nadmiar lodu. Wysokie temperatury przyspieszyły ubiegłoroczne topnienie lodowców Grenlandii, co doprowadziło do powstania ogromnej liczby gór lodowych dryfujących wzdłuż planowanej trasy. Statsraad Lehmkuhl nie był certyfikowany do żeglugi w takich warunkach.
Jak podkreślał szef ekspedycji Haakon Vatle, decyzja, choć trudna, była jednoznaczna: Nigdy nie idziemy na kompromis w kwestii bezpieczeństwa.
Rezygnacja z Przejścia Północno-Zachodniego oznaczała konieczność całkowitego przeprojektowania wyprawy – w trakcie jej trwania. Z dnia na dzień trzeba było zmienić logistykę, harmonogram portów i program badawczy. Statek zawrócił na południe, kierując się ku Bermudom, a następnie przez Kanał Panamski na zachodnie wybrzeże Ameryki Północnej, gdzie miał zakontraktowany udział w szeregu przedsięwzięć klimatycznych, m.in. Climate Week w Vancouver.
Choć dla wielu uczestników była to decyzja rozczarowująca, organizatorzy podkreślali, że taka ewentualność była brana pod uwagę już na etapie planowania. Arktyka pozostaje bowiem jednym z najbardziej nieprzewidywalnych akwenów świata, gdzie – jak zauważono – „natura zawsze ma ostatnie słowo”.
Co więcej, zmiana trasy nie przekreśliła sensu całej ekspedycji. Wręcz przeciwnie – stała się jednym z jej najmocniejszych przekazów. Pokazała w praktyce, jak zmiany klimatyczne wpływają na żeglugę i jak dynamicznie przekształcają środowisko polarne.
Rejs jako lekcja o oceanie
Mimo arktycznego zwrotu akcji, One Ocean Expedition zachowała swój charakter globalnej misji. Dane zbierane na morzu – dotyczące m.in. mikroplastiku, bioróżnorodności czy prądów oceanicznych – trafiały do naukowców na całym świecie. Jednocześnie równie ważny był aspekt społeczny. W kolejnych portach statek stawał się miejscem debat, budując świadomość, że przyszłość oceanów to nie tylko problem naukowców, lecz wspólna odpowiedzialność.