Fryderyk Chopin / fot. Jakub Pierzchała

Jedyna taka szkoła. Niebieska Szkoła na Fryderyku Chopinie

Gdy w Polsce trwa sezon jesienno-zimowy, bryg STS Fryderyk Chopin wygrzewa się w karaibskim słońcu. Żaglowiec pływa po ciepłych morzach z uczniami w wieku od 15 do 19 lat w ramach programu „Niebieska szkoła”. Jak wyglądają takie rejsy? 

 

– To przede wszystkim nauka, ale w formie przygody na całe życie. Podczas niezliczonych godzin na morzu, młodzież poznaje uroki żeglarstwa, podstawy nawigacji, pracy przy żaglach, ale też odkrywa świat odwiedzając zagraniczne porty, poznaje odmienne kultury i tradycje. „Niebieska szkoła” to również kurs odpowiedzialności za siebie i innych, współpracy w grupie i mierzenia się z własnymi słabościami. Okres żeglugi, nauki, pracy i budowania nowych doświadczeń sprawia, że młodzież bardzo szybko dojrzewa i przechodzi zmianę zachowań oraz swoich przyzwyczajeń. Po wyprawie dostrzegają o wiele więcej. Zauważają rzeczy w swoim codziennym życiu, których wcześniej nie doceniali – tłumaczy Piotr Kulczycki, właściciel STS Fryderyk Chopin.

 

Tyle teorii. A jak w praktyce przebiega rejs w ramach „Niebieskiej Szkoły”? O tym obrazowo opowiada Małgorzata Molisz, nauczycielka geografii.

 

Małgorzata Molisz - nauczycielka geografii na Fryderyku Chopinie
Małgorzata Molisz – nauczycielka geografii na Fryderyku Chopinie

 

 

Przelot (atlantycki) okiem belfra

 

Czy szkoła w takich warunkach w ogóle jest możliwa?

 

Dzień pierwszy szkoły (oraz przelotu).
Buja.
Lekcja pierwsza, trudno doliczyć się młodzieży – aaa, ten na rufie, ta też, właściwie, to pół klasy dynda na rufie, dobrze, że szelki trzymają. Przenieść się zatem z lekcją na rufę? Nie pomogło.
Lekcja druga – o! lepsza frekwencja! – teraz siedzą w klasie. Siedzą, hmm, to znaczy leżą, ale jest lepiej, są w klasie! Idziemy dalej z tym koksem – historia PRL, luzik.
„Tak upłynął dzień, wieczór i poranek, pierwszego dnia”. Ale gdy następnego dnia, na banderze [porannej zbiórce załogi na podniesienie bandery – przyp. red.], kapitan ogłosił, że choroba morska się już skończyła, to – jak ręką odjął – naprawdę się skończyła! (Ach ta siła autorytetu!). Pierwsza przeszkoda belfra z głowy!

 

Teraz drugi wróg belfra: „Uczniu drogi, czemu śpisz? Czy ta lekcja jest naprawdę aż tak nudna?” Ale stwierdziłam, że się nie zrażam – podejdę do sprawy naukowo! Patrzę, liczę, analizuję – zgadza się! Zamknięte oczy maja głównie ci z pierwszej wachty – aha, spali od 4.15 do 7.30 – wychodzi 3 godziny i 15 minut snu. Wieczorem był jeszcze alarm do żagli. Za parę dni się nauczą i będą spali i przed wachtą i po wachcie – kiedy tylko czas. Trzeba przeczekać.

 

Ożywcza kąpiel w oceanie / fot. Niebieska Szkoła
Ożywcza kąpiel w oceanie / fot. Niebieska Szkoła

 

A teraz wyzwanie belfra numer trzy: programy. W klasie od jednej do dziesięciu osób, a programów 15 różnych. Jak tu zrobić wspólną lekcję? To trochę jak z klarowaniem sztaksli na portowo – tu podociągać, tam podociągać i wszystko zaczyna nabierać kształtów. Uzupełnione pracą własną, „rozkminami”, np. na temat księżyca na wachcie – i program idzie pięknie do przodu.

 

Teraz przerywniki. Przerywnik brzmi: dwa długie dźwięki: „Alarm do żagli”. Rzadko wypada w lekcje – nawet pogoda dostosowuje się do naukowych potrzeb młodzieży:-), ale jak już wypadł – to oczywiście w sprawdzian. W ogóle z alarmami do żagli jest tak, że wypadają albo gdy jest się w głębokim śnie, albo pod prysznicem.

 

Alarm do żagli / fot. Niebieska Szkoła
Alarm do żagli / fot. Niebieska Szkoła

 

Ale najważniejsze jest co innego. Oczywiście sednem nauki jest obserwowanie, analizowanie i próba zrozumienia tego, co dzieje się wokół nas. Jesteśmy na Karaibach – wchodzimy w głąb lasów równikowych, widzimy plantacje kawy, kakao, trzciny cukrowej, obserwujemy (empirycznie) jak rosną banany, awokado, marakuja. Wspinamy się na wulkany, lub oglądamy takie, które sto lat temu zabiły 30 tys. osób (poza jednym więźniem, co ocalał w celi;-), słuchamy jak Kolumb odkrywał Martynikę, jak biali ludzie postanowili „poprosić” o pomoc niewolników z Afryki, i teraz główną populacją tych wysp są właśnie potomkowie tych niewolników (dla ścisłości – w rękach tych paru procent mieszkańców rasy białej, jest wciąż połowa majątku Martyniki. Myślicie, że świat stał się choć trochę sprawiedliwszy?). Później oglądamy karnawał na żywo, a na Dominice prowadzi nas po plantacjach prawdziwy, czystej krwi Indianin-Karaib.

 

Do tego żaglowiec popychają przecież przez ocean prawa fizyki. Żaglowiec płynie, nie tylko dlatego, że pcha go wiatr. Czasem może płynąć przecież częściowo pod wiatr, bajdewindem, gdyż przy odpowiednio wybranych żaglach powietrze po zawietrznej ich stronie przepływa szybciej, tworzy się tam podciśnienie, natomiast po nawietrznej stronie żagla powietrze przepływa wolniej i tworzy się nadciśnienie, a żaglowiec jest popychany siłą różnicy tych ciśnień (na tej samej zasadzie latają samoloty!).

 

Młodzież na wachcie / fot. Niebieska Szkoła
Młodzież na wachcie / fot. Niebieska Szkoła

 

Idźmy dalej – konkurs nawigacyjny. Zadanie: dostajemy współrzędne geograficzne na początku wachty i musimy podać po 4 godzinach jak najbardziej poprawną pozycję, nie używając oczywiście GPS-a. Już na wstępie potrzebna nam matematyka, aby narysować siatkę kartograficzną dla swojego fragmentu oceanu. Potrzebny będzie cosinus kąta szerokości geograficznej, aby móc w dobrym miejscu wyznaczyć południk, a potem kolejne równoleżniki. Później na wachcie liczenie prędkości statku – oczywiście ze wzoru V=s/t, ale to „s” i „t” trzeba sobie jakoś zorganizować:-) Potem odkładanie kursu na mapie po uwzględnieniu ewentualnej dewiacji, deklinacji, poprawki na wiatr i prądy morskie (tak, te prądy naprawdę istnieją! To nie tylko bajki z książek do geografii!).

 

Nauka przez praktykę / fot. Niebieska Szkoła
Nauka przez praktykę / fot. Niebieska Szkoła

 

Czyż istnieje lepsza nauka niż taka? Namacalna, na żywo, potrzebna aby przeżyć, aby płynąć! Z punktu widzenia „mojej” geografii – ona tu jest wszędzie dookoła – na każdym kroku! Przecież była długość, szerokość geograficzna, prądy morskie, plantacje, lasy równikowe, strefy klimatyczne, gwiazdy – jakoś dziwnie inne niż w Polsce. Słońce jakoś dziwnie szybko wschodzące i zachodzące. Ale fizyka też jest wszędzie, matematyka, biologia (delfiny, wieloryby, świecący w nocy plankton!), chemia, historia – to wszystko jest, przenika się, uzupełnia! To jest przecudny świat wokół nas.

 

Więc odpowiadając na pytanie zadane na wstępie – tak! Szkoła w takich warunkach jest możliwa, a wręcz nie umiałabym wyobrazić sobie lepszych warunków do uczenia. Prawdziwa nauka nie odbywa się w klasie, ani nawet nie znajdziesz jej w grubych książkach. Książki pomagają, ale nauka jest tu – wokół nas. Tu jest raj dla ucznia i dla nauczyciela!

 

Tu rodzą się przyjaźnie na całe życie / fot. Niebieska Szkoła
Tu rodzą się przyjaźnie na całe życie / fot. Niebieska Szkoła

 

Nigdy w życiu nie miałam większej frajdy z uczenia, zwłaszcza, że dzieciaki są bystre, ciekawe wszystkiego, inteligentne, chętne do działania, a do tego stali się naszymi kompanami w przygodzie. Jesteśmy razem częścią załogi, wachty, drużyny, która płynie wspólnie do celu. Nawiązują się relacje, rozmowy, przyjaźnie. Czyż można uczyć milej?

 

Dzięki Ci Chopinie za te najlepsze warunki do uczenia, jakie w życiu miałam!

 

Jedno czego nie wiem, to jak wrócę teraz do normalnej szkoły:-) Chyba trzeba próbować przenosić tam to, co się przeżyło. I mieć to samo podejście – ogromnej ciekawości świata i nią zarażać. Myślę, że się da. Choć nie da się ukryć, że tu – na Fryderyku Chopinie – było najlepiej.

 

Małgorzata Molisz / Niebieska Szkoła

Zdjęcie w nagłówku: Jakub Pierzchała

Dodaj komentarz