Na naszych łamach rzadko zaglądamy na jeziora. Tym razem okazja jest wyjątkowa, bo wsparcia potrzebuje największy polski żaglowiec śródlądowy – „Biegnąca po falach”.
Lubelski jacht w czerwcu skończył 40 lat. Wybudowano go w 1977 roku rękami pracujących woluntarystycznie pasjonatów z tamtejszego Yacht Klubu Polskiego, który do dziś jest armatorem jednostki. Jej całkowita długość to 19,5 metra, a łączna powierzchnia 7 żagli które nosi to 128 metrów kwadratowych. Jest dwumasztową drewnianą brygantyną, doskonale rozpoznawalną wśród bywalców mazurskich szlaków. Trudno na nią nie zwrócić uwagi, bowiem rejowe ożaglowanie to na jeziorach widok raczej niespotykany.

„Biegnąca po falach” pływa po Mazurach od kwietnia do połowy listopada. Bierze udział w zlotach oldtimerów i imprezach żeglarskich. Na jej pokładzie odbywają się zielone szkoły i firmowe rejsy integracyjne. Przez lata pod jej żaglami żeglarskiego bakcyla złapały setki osób. Po 4 dekadach niemal nieprzerwanej eksploatacji nadszedł czas na generalny remont. „Brygaśka”, jak pieszczotliwie jest nazywana, po zakończonym sezonie trafiła do macierzystego Lublina. W hangarze YKP nad przywróceniem jej do formy zaczęli już pracować wolontariusze. Wymontowano silnik, kotwice, zdemontowano maszty.

– To ostatnia chwila by uratować tą piękną jednostkę. Sklejkowemu kadłubowi dała się we znaki woda. Trzeba dokonać niezbędnych wymian, uzupełnień i stopniowo pokryć go laminatem. Potrzebujemy wsparcia na kosztowny i konieczny remont. Na ten cel potrzeba około 100 tysięcy złotych – mówią lubelscy żeglarze. Klub takimi funduszami nie dysponuje, stąd pomysł zorganizowania internetowej zbiórki. Renowację „Biegnącej po falach” można wspomóc tutaj.

Na koniec ciekawostka. Według klasyfikacji Sail Training International, organizatora The Tall Ships Races, „Biegnąca po falach” mimo niewielkiej długości, jest żaglowcem klasy A. Do tej grupy bowiem Brytyjczycy zaliczają wszystkie jednostki z ożaglowaniem rejowym. Gdyby więc kiedyś, jakimś dziwnym trafem, „Brygaśka” zgłosiła się do tych prestiżowych regat, ścigałaby się burta w burtę z takimi gigantami jak „Sedov”, „Kruzensztern” czy „Dar Młodzieży”. Oczywiście to rozważania czysto teoretyczne, ponieważ lubelski jacht nie jest jednostką pełnomorską. Po morzach natomiast pływa inny żaglowiec noszący tę samą, choć angielską nazwę. „Running on waves” powstała w Gdańsku w 2010 roku według projektu inżyniera Zygmunta Chorenia. Jest trzymasztową, luksusową barkentyną, na której żagle stawiane są automatycznie. Długość całkowita statku to 64 metry. Pływa pod banderą maltańską, głównie po Morzu Śródziemnym.
Cześć wielkie dzięki za post !
Cześć wielkie dzięki za wpis !