Armator barku Kruzensztern ogłosił plan rejsów na rok 2017. Rosyjski gigant aż trzy razy przypłynie do Polski. Odwiedzi Świnoujście, Szczecin i Gdynię.
W tym roku Kruzensztern ograniczy się do pływania po dobrze mu znanych akwenach Morza Bałtyckiego i Północnego. Sezon rozpocznie w kwietniu trzytygodniowym rejsem szkoleniowym po Bałtyku. Pod koniec tego miesiąca po raz pierwszy zawinie do naszego kraju. Trzy dni między 28 a 30 kwietnia spędzi w Świnoujściu. Potem wybierze się do Hamburga i Ostendy w Belgii. Wydarzeniem roku będzie dla Kruzenszterna oczywiście udział w regatach The Tall Ships Races na trasie Halmstad – Kotka – Turku – Kłajpeda – Szczecin. W stolicy Pomorza Zachodniego zobaczymy go podczas finału w dniach 5-8 sierpnia. Sezon szkoleniowy czteromasztowy bark zakończy we wrześniu, a przed powrotem do macierzystego Kaliningradu odwiedzi jeszcze Gdynię, w której spodziewany jest 8 września. W Basenie Prezydenta będzie cumować przez 3 dni. Choć Kruzensztern często gości w Polsce, rzadko się zdarza, by w jednym sezonie zawijał aż do 3 naszych portów.

W odwiedzanych w tym roku miastach żaglowiec ma się prezentować efektowniej niż dotychczas dzięki prezentowi, który otrzymał na swoje 90. urodziny. By uczcić przypadający w 2016 roku okrągły jubileusz, grono sympatyków Kruzenszterna przeprowadziło publiczną zbiórkę pieniędzy. Za zgromadzone w ten sposób środki udało się kupić system do podświetlania masztów. Podczas zimowego przeglądu technicznego sprzęt został zainstalowany, a efekty pokazuje poniższy materiał filmowy. Jak widać, system daje możliwość dowolnego dobierania koloru iluminacji. W jakie barwy statek przyodzieje się w Polsce?
Kruzensztern to prawdziwa legenda żeglarstwa. Ma 114,5 metra długości, co czyni go trzecim co do wielkości żaglowcem szkolnym świata. Wybudowany został w 1926 roku w Wesermünde na zamówienie hamburskiej firmy żeglugowej F. Laeisz, niemieckiego armatora słynnego dzięki „Latającej Linii P” (The Flying P-Line). Podczas gdy handel morski zdominowany był już przez statki parowe, Laieszowie konsekwentnie stawiali na żaglowce, kursujące regularnie na szlaku saletry (z Ameryki Południowej) i jęczmienia (z Australii). W ich flocie pływały ogromne „windjammery” – pogromcy wiatrów – z reguły cztero- lub pięciomasztowe barki. Dzięki ogromnej powierzchni żagli mogły rozwijać duże szybkości (nawet do 20 węzłów), pojemność ładowni była bardzo duża, zaś dzięki nowoczesnym na owe czasy rozwiązaniom technicznym do stawiania żagli nie potrzeba już było licznej załogi. Laeiszowie tradycyjnie nadawali statkom nazwy rozpoczynające się od „p” – nie inaczej było też z dzisiejszym Kruzenszternem, którego ochrzczono imieniem Padua. Jak się później okazało, był to ostatni na świecie żaglowiec wybudowany do celów przewozu towarów. Do wybuchu 2 wojny światowej na międzykontynentalnych trasach „Padua” pobiła wiele rekordów prędkości. Po wojnie, w ramach reparacji, statek został przekazany Związkowi Radzieckiemu. Przez prawie 15 lat stał zakotwiczony w porcie. Wreszcie w 1961 roku przeszedł remont, podczas którego zainstalowano na nim pierwszy silnik i przystosowano do badawczych rejsów hydrograficznych dla rosyjskiej Akademii Nauk. Nadano mu imię Kruzensztern na cześć słynnego badacza i odkrywcy, który w służbie rosyjskiej przewodził ekspedycji dookoła świata w 1803 roku.

W 1965 roku Kruzensztern trafił pod kuratelę Ministerstwa Rybołówstwa Morskiego, by szkolić kadry oficerskie dla floty rybackiej. Podczas gruntownego remontu na początku lat 70. zyskał wygląd, z którym do dziś jest powszechnie kojarzony. Biel kadłuba została zastąpiona czernią, przełamaną białym pasem z wcięciami imitującymi otwory strzelnicze.