Wszystko wskazuje na to, że imponujący szwedzki żaglowiec Götheborg zakończy swoją przygodę na morzach i oceanach. Armator jednostki ogłosił plan zacumowania jej na stałe w Goteborgu i zbudowania wokół niej muzeum Szwedzkiej Kompanii Wschodnioindyjskiej.
Krzysztof Romański, 12.04.2026 r.
To jedna z najbardziej efektownych replik zbudowanych w XXI wieku. I nie chodzi tylko o rozmiary czy szczegółowość zrekonstruowanych detali, ale też dbałość o zachowanie realiów epoki podczas całej budowy – używanie takich samych jak dawniej narzędzi, budulca, odtwarzanie ówczesnych technik. Mierzący 58 metrów Götheborg przez armatora nazywany jest często „największym drewnianym żaglowcem oceanicznym”. Niestety, dawno na oceanie nie był i najprawdopodobniej już nigdy nie będzie. Od 2023 roku, po powrocie z przerwanego rejsu do Azji, cumuje w macierzystym porcie, w którym załoga i wolontariusze prowadzą niezbędne prace związane z bieżącym utrzymaniem i konserwacją. Do dalszych rejsów potrzebny byłby remont, a na ten brakuje funduszy. I stąd decyzja, by żaglowiec w Goteborgu pozostał już na stałe – jako muzeum.
Zgodnie z planem ogłoszonym pod koniec marca, Götheborg ma zostać zacumowany w centralnej części miasta, w rejonie Masthuggskajen. Dziś jednostka stoi w Eriksbergu – postoczniowej części Goteborga, która w ostatnich latach została przekształcona w nową dzielnicę mieszkaniowo-usługową. Docelowo żaglowiec miałby więc trafić znacznie bliżej ścisłego centrum.

Wokół jednostki miałaby powstać przestrzeń muzealna i edukacyjna poświęcona historii Szwedzkiej Kompanii Wschodnioindyjskiej (Svenska Ostindiska Companiet) oraz morskim tradycjom miasta. Projekt nie ogranicza się jednak do samego wyeksponowania jednostki. Integralnym elementem ma być też część komercyjna z restauracjami oraz zaplecze dla firm związanych z gospodarką morską i logistyką. Armator podkreśla, że chodzi nie tyle o „zamknięcie” statku, co o nadanie mu nowej roli w tkance miasta.
Götheborg jest symbolem handlowych i morskich początków Goteborga. Chcemy nie tylko zachować tę historię, ale stworzyć miejsce, które będzie inspirować przyszłość – mówi Stefan Björk, założyciel Greencarrier i inicjator projektu.
Przedsięwzięcie ma zostać zrealizowane w perspektywie kilku lat, m.in. w związku z 300-leciem powstania kompanii w 2031 roku. Na razie to jednak wciąż koncepcja. Jej realizacja wymaga decyzji władz miasta. Jeśli projekt ma zostać zrealizowany w zakładanym terminie, decyzja musi zapaść jeszcze tej wiosny. Liczymy, że zarówno mieszkańcy, jak i władze miasta dostrzegą jego potencjał – dodaje Stefan Björk.
To w praktyce oznacza koniec aktywnej żeglugi Götheborga.
Przeczytaj naszą relację z rejsu pod żaglami Götheborga

Przypomnijmy, że statek w poważne tarapaty popadał już wcześniej. W 2016 roku, wobec problemów z finansowaniem, ówczesny właściciel – fundacja Ostindiefararen Götheborg – wystawił żaglowiec na sprzedaż. Poszukiwania kupca spaliły na panewce, fregata więc przez lata cumowała w macierzystym porcie. W 2018 roku, ze względów oszczędnościowych, zaniechano nawet poddania się kontroli potwierdzającej klasę statku. Lepsze czasy nadeszły w 2019 roku. Firma logistyczna Greencarrier AB ogłosiła, że zapewni środki na przywrócenie jednostki do żeglowności. W lutym 2021 roku poszła o krok dalej, finalizując transakcję zakupu Gotheborga. Nowy armator zamierzał wysłać statek w podróż do Chin w 2022 roku. Niestety, wyprawa została wstrzymana na Morzu Śródziemnym. Żaglowiec przezimował w Barcelonie, a w połowie 2023 roku wrócił do Gotheborga.
Historia Gotheborga
Był 12 września 1745 roku. Do portu w Goteborgu po trwającej ponad 2 lata wyprawie wracał trzymasztowy żaglowiec. Jego ładownie wypełnione były drogocennymi towarami z Chin – jedwabiem, porcelaną i herbatą. Flagowa jednostka Szwedzkiej Kompani Wschodnioindyjskiej (Svenska Ostindiska Companiet), która do służby weszła w 1738 roku, kończyła swój trzeci rejs do Azji. Na nabrzeżu oczekiwały tłumy – stęsknione żony, wysocy urzędnicy oraz setki ciekawskich. I nagle stało się coś, czego się nikt nie spodziewał. Gotheborg gwałtownie zszedł z kursu i z hukiem uderzył w podwodną skałę Knipla Boro, której istnienie i lokalizacja nie była dla nikogo tajemnicą. Na pewno wiedział też o niej doświadczony pilot, obecny tego dnia na mostku. Mimo słonecznej aury i doskonałych warunków nawigacyjnych, doszło do katastrofy, której przyczyny nie są jasne do dziś. Przez dziury w rozerwanym poszyciu do wnętrza kadłuba szybko dostała się woda. Dumny żaglowiec nabrał przechyłu i zaczął znikać w odmętach Kattegatu. Statek za rufą miał ponad 35 tysięcy mil. Do bezpiecznego portu zabrakło mu… 900 metrów. Na szczęście wszystkich członków załogi udało się uratować. Zginęły za to dzienniki pokładowe, co niektórym historykom każe przypuszczać, że zatonięcie mogło być nieprzypadkowe. Istnieją teorie wedle których Gotheborg poszedł na dno, by uniknąć zapłacenia podatków od drogocennego ładunku. Jak było naprawdę, chyba już nigdy się nie dowiemy.

Niemal idealna replika
Współczesny Gotheborg jest repliką tamtego feralnego żaglowca. Budowa rozpoczęła się w 1995 roku i trwała niemal dekadę – o wiele dłużej niż pierwowzoru, który powstawał półtora roku. Skąd taka różnica? Trzeba też było bowiem sporządzić projekt wykonawczy, bazując jedynie na rycinach i dokumentach, ponieważ oryginalne plany Gotheborga sprzed stuleci nie istnieją. Długo poszukiwano też drewna o właściwej jakości i wieku. Odpowiednie dęby znaleziono dopiero w Niemczech i Polsce. Sporo czasu zajęła również nauka techniki szkutniczej sprzed dwóch stuleci. Ciekawostką jest to, że nawet gwoździe używane do budowy, tworzone były ręcznie, tak jak to drzewiej bywało. Statek jest oczywiście wyposażony w zdobycze nowoczesnej technologii – radary, radiostację, system GPS czy silnik Volvo o mocy 1100 koni mechanicznych. Bez tego nie byłoby mowy o uzyskaniu certyfikatów bezpieczeństwa wymaganych w naszych czasach.
Koszt budowy współczesnego Gotheborga zamknął się w kwocie około 40 milionów dolarów. 40 procent pochodziło z budżetu państwa, resztę dołożyli sponsorzy – m.in. Stena Line. Wiodący operator promowy ma bowiem siedzibę właśnie w Goteborgu. Całkowita długość żaglowca to 58 metrów, a łączna powierzchnia jego żagli to niemal 2000 metrów kwadratowych. Zwraca uwagę ciekawie zdobiona, wysoka rufa. Ornamenty znajdziemy także na dziobie, na którym znajduje się galion przedstawiający żółtego lwa. Ważnym elementem wyposażenia jednostki jest 10 dział gotowych do oddawania salutów.

Wodowanie i dziewicza podróż
6 lipca 2003 roku uroczyście zwodowano kadłub, a ceremonię obecnością zaszczycili członkowie szwedzkiej rodziny królewskiej. Statek ostatecznie wszedł do służby w 2005 roku i zaraz wziął kurs na Daleki Wschód – do Chin. Dziewicza podróż miała symboliczny wymiar – była kopią handlowej trasy pierwowzoru. Po drodze Gotheborg odwiedził 12 portów w 12 krajach, m.in. w Hiszpanii, Brazylii, RPA i Indonezji. W każdym z nich wymieniana była część załogi, do której dołączali wolontariusze z poszczególnych państw. Powracającą do Szwecji po 2 latach jednostkę witały w macierzystym porcie tłumy, na czele z królem Karolem Gustawem oraz… prezydentem Chin Hu Jintao, przybyłym specjalnie na tę okazję. W 2013 roku statek po raz pierwszy – i jak do tej pory jedyny – zawinął do Polski. Wziął udział w finale The Tall Ships Races w Szczecinie.
Krzysztof Romański
12 kwietnia 2026 r.
Zdjęcie w nagłówku: Krzysztof Romański