Pamiętacie żaglowiec Leeuwin, któremu statek kontenerowy Maerska ściał wszystkie trzy maszty? Właśnie wrócił do regularnej żeglugi po długim remoncie. To ważny moment dla żaglowcowego środowiska.
Krzysztof Romański, 10.04.2026 r.
O tym wypadku mówił cały świat (pisaliśmy również my – tutaj). Nad ranem 30 sierpnia 2024 roku, w trudnych warunkach – przy silnym wietrze i intensywnym deszczu – wchodzący do portu we Fremantle kontenerowiec Maersk Shekou uderzył w cumujący przy nabrzeżu żaglowiec Leeuwin. Efekt był natychmiastowy – wszystkie trzy maszty barkentyny runęły na pokład. Na statku przebywały dwie osoby pełniące wachtę portową. Obie trafiły do szpitala z obrażeniami niezagrażającymi życiu. Biorąc pod uwagę skalę zniszczeń, można mówić o dużym szczęściu.

Katastrofa, która mogła zakończyć historię statku
Krajobraz po kolizji był dramatyczny – kompletnie zniszczony takielunek, uszkodzona nadbudówka, plątanina lin i podarte żagle. Przez długi czas nie było pewne, czy uda się przywrócić jednostkę do służby. Kluczowe okazało się jednak to, że kadłub przetrwał uderzenie bez poważnych uszkodzeń.
Śledztwo w sprawie wypadku pokazało, że nie był to efekt jednego błędu, tylko raczej suma zaniedbań na mostku kontenerowca. Australijska komisja ds. bezpieczeństwa transportu (ATSB) zwróciła uwagę przede wszystkim na problemy z organizacją pracy i komunikacją między członkami załogi oraz pilotami portowymi. Krytycznym okazał się moment przy wejściu do kanału portowego, w miejscu, gdzie statek powinien rozpocząć zwrot. Pilot nie wydał jednoznacznej komendy zmiany kursu, a to, co działo się dalej, było tego konsekwencją. Sternik utrzymywał wcześniej zadany kurs, podczas gdy piloci próbowali „obrócić” jednostkę przy pomocy silnika i holowników. Te działania zaczęły się wzajemnie znosić.
Jak podkreślono w raporcie, zawiodły podstawowe mechanizmy kontroli – monitorowanie kursu, komunikacja i tzw. „challenge and response”, czyli wzajemne sprawdzanie decyzji. Załoga i piloci nie działali według jednego planu, nie reagowali na odchylenia i nie korygowali błędów na bieżąco. W kluczowej chwili zabrakło też koncentracji. Jeden z pilotów rozmawiał przez telefon, co ograniczyło jego zdolność do reagowania na rozwijającą się sytuację.
Efekt był taki, że duży, niemal 333-metrowy kontenerowiec – mimo pracy czterech holowników i użycia sterów strumieniowych – nie wykonał planowanego zwrotu i wszedł prosto na nabrzeże, zahaczając o Leeuwina i dach budynku Muzeum Morskiego Zachodniej Australii.

16 miesięcy odbudowy
Koszt remontu Leeuwina szybko zaczął być liczony w milionach. Zasadniczą część rekonstrukcji takielunku, który został uznany za szkodę całkowitą, pokryło ubezpieczenie. Ale projekt wsparły też instytucje i prywatne fundacje, m.in. Minderoo Foundation oraz firmy związane z branżą morską, które pomogły zarówno finansowo, jak i organizacyjnie. Jak zwykle w tego rodzaju sytuacjach – nieocenione było również zaangażowanie wolontariuszy.
Remont trwał ponad rok i w praktyce oznaczał odbudowę statku od wysokości pokładu wzwyż. Nowe maszty, nowe olinowanie, nowe żagle. Wiele elementów wykonano od podstaw. Przy projekcie pracowali szkutnicy, cieśle, żaglomistrze i takielarze – w dużej mierze ludzie, którzy znali Leeuwina od lat. To nie była zwykła robota stoczniowa, lecz przedsięwzięcie ważne dla mieszkańców regionu.
Kapitan Mike Rakich zwracał uwagę, że przy tak długim i wymagającym procesie kluczowe jest wsparcie ludzi wokół. Podkreślał, że praca przebiegała w warunkach ciągłej niepewności – nowe problemy pojawiały się praktycznie na każdym etapie. W takich sytuacjach równie ważne jak decyzje techniczne jest utrzymanie morale zespołu.

Jak mówił, to właśnie uczestnictwo ludzi – zarówno zawodowców, jak i wolontariuszy – pozwoliło ten projekt doprowadzić do końca. Wielu wykonawców miało osobiste związki ze statkiem. Pracowali przy nim wcześniej albo sami kiedyś na nim pływali.
To był projekt, którym żyła cała społeczność. Od początku było jasne, że statek po prostu ma wrócić – podkreślał.
I trudno o lepsze podsumowanie.
Za swoją rolę w odbudowie Mike Rakich został wyróżniony tytułem Człowieka Roku 2026 we Fremantle.
Najbardziej znany australijski żaglowiec
Leeuwin to jeden z najbardziej znanych australijskich żaglowców. Wybudowano go w 1986 roku. Jego armator – Leeuwin Ocean Adventure Foundation – prowadzi na nim wychowanie morskie młodzieży (sail training), głównie wzdłuż zachodniego wybrzeża Australii. Szacuje się, że od początku służby przez pokład statku przewinęło się niemal 50 tysięcy młodych ludzi. Stalowy żaglowiec ma 55 metrów długości, zaś wysokość jego masztów osiąga 33 metry. Nazwa nawiązuje do holenderskiego galeonu, który w 1622 roku eksplorował zachodnie brzegi najmniejszego z kontynentów. Tak samo nazywa się też wysunięty najdalej na południowy-zachód przylądek Australii, który – według wielu źródeł – został odkryty przez załogę galeonu.
Powrót Leeuwina do regularnej działalności sail trainingowej to doskonała informacja dla całego żaglowcowego świata, który w ostatnich miesiącach stracił ważne ogniwa – Ethel von Brixham i Falls of Clyde – a wciąż niepewne są losy dwóch francuskich jednostek – L’Hermione i Marite. Trzymamy kciuki za kolejne dobre wieści!
Krzysztof Romański
10 kwietnia 2026 r.
Zdjęcie w nagłówku: Jordan Cully / Wikipedia