Ethel von Brixham po wypadku

Katastrofa Ethel von Brixham. Smutny koniec 135-letniego żaglowca

Kolejna niepowetowana strata dla żaglowcowego świata. Nie udało się uratować historycznego, 19-wiecznego szkunera Ethel von Brixham, który 31 stycznia osiadł na kamiennej grobli u ujścia Łaby. Po dwóch tygodniach pozostawania na mieliźnie, opuszczony przez załogę kadłub został ostatecznie usunięty z miejsca wypadku, a jego szczątki przeznaczono do utylizacji.   

Krzysztof Romański, 14.02.2026 r.

Dramat rozegrał się w pobliżu wejścia do portu w Cuxhaven. Zimowe warunki, silny nurt Łaby i wąski tor wodny wymagają w tym rejonie dużej precyzji i doświadczenia. Być może zabrakło właśnie tego ostatniego, bo Ethel von Brixham odbywała pierwszy rejs po zmianie armatora. Statek osiadł na kamiennej grobli (Leitdamm) zabezpieczającej brzeg.

Ethel von Brixham na mieliźnie
Ethel von Brixham na mieliźnie / fot. FF-Duhnen-Stickenbüttel

Początkowo wydawało się, że sprawa nie jest poważna. Załoga miała nadzieję, że jednostkę uda się uwolnić podczas wieczornego przypływu. Kilka godzin przed jego nadejściem okazało się jednak, że kadłub nabiera wody. Uruchomiono pompy i z nadzieją wypatrywano wieczora. Choć warunki pogodowe – jak na zimowe Morze Północne – były stosunkowo łagodne, siły działające na osadzony na kamieniach statek doprowadziły do odkształcenia stępki, co groziło nawet przełamaniem jednostki. Gdy dodatkowo awarii uległa jedna z pomp, dalsze pozostawanie ludzi na pokładzie stało się zbyt ryzykowne. Czteroosobowa załoga wraz z psem została podjęta przez rib ze statku ratowniczego Neuwerk. Nikt nie odniósł obrażeń – i to jedyny pozytywny akcent tej historii.

Po ewakuacji żaglowiec pozostał na skałach, mocno przechylony na lewą burtę. Zimowa aura – niskie temperatury, lód i fala – działały bezlitośnie. Niemieckie media rysowały obraz jak z filmu katastroficznego: połamany takielunek, dziurawe poszycie, woda przelewająca się przez pokład przy każdym przypływie.

Szybko pojawił się również wątek administracyjny. Urząd odpowiedzialny za tor wodny Łaby – Wasserstraßen- und Schifffahrtsamt Elbe-Nordsee – wezwał właściciela do przedstawienia planu usunięcia wraku. Jednocześnie służby zabezpieczyły jednostkę pod kątem zagrożeń środowiskowych, wypompowując część paliwa i monitorując ewentualne wycieki.

Brytyjski armator nie był jednak w stanie zaproponować satysfakcjonującego rozwiązania, dlatego zniecierpliwione władze zorganizowały podniesienie wraku na własną rękę, a kosztem (mówi się o kwocie około 300 tys. euro) zamierzają obciążyć właściciela – stowarzyszenie Wine Dark Sea Research.

Ostatnie chwile Ethel von Brixham
Ostatnie chwile Ethel von Brixham / fot. Kurparkresidenz Cuxhaven

13 lutego pod Ethel von Brixham podszedł pływający dźwig Enak w asyście holownika Arion. Dzień później pozostałości żaglowca zostały przeniesione na ponton Fredericke i tak dopełnił się los kolejnej 19-wiecznej jednostki. Zupełnie niepotrzebna, utracona bezpowrotnie część morskiego dziedzictwa Europy.

Od trawlera z Brixham do żaglowca o czerwonych burtach

Historia jednostki sięga 1890 roku. Powstała w brytyjskim Brixham, w stoczni J.W. & A. Upham, jako żaglowy trawler rybacki. Zarejestrowana w Lowestoft pod numerem LT373 i nazwą Lily & Ethel, operowała na wodach północnego Atlantyku i Zatoki Biskajskiej.

W listopadzie 1906 roku trafiła do Szwecji – jej pierwszym macierzystym portem w nowym kraju został Mollösund, a 10 lat później Göteborg. W grudniu 1927 roku statek zakupiła norweska spółka Sævlandsvik Partrederi z Kopervik i zmieniła mu nazwę na Salvøy. Nowy armator wykorzystywał go zarówno jako jednostkę rybacką, jak i towarową.

Brixham w roku 1866
Brixham w roku 1866 / zdjęcie archiwalne

Kolejne lata przyniosły następne zmiany właścicieli i nazw: od 1940 roku statek pływał jako Bas, później jako Lønning, a w 1945 roku został przemianowany na Ethel. Z czasem jego maszty zostały zdemontowane, a podstawowym napędem stał się silnik.

Nowy rozdział w dziejach jednostki rozpoczął się w 1981 roku, gdy sprowadzono ją do Hamburga. Ówcześni właściciele, Eckhard Clemens i Annette Pipahl, przywrócili jej takielunek szkunera i zaadaptowali do rejsów pasażerskich. Od 1986 roku zarejestrowany w Kilonii statek nieprzerwanie żeglował po Bałtyku, realizując rejsy weekendowe, tygodniowe oraz wycieczki jednodniowe po Zatoce Eckernförde. Mógł zabrać do 35 pasażerów w rejsach dziennych i zapewniał miejsca w kabinach dla 12 osób załogi i gości. Regularnie brał również udział w zlotach Hanse Sail i Kieler Woche.

Od 1996 roku jego armatorem był Gerhard Bialek, który zmienił nazwę jednostki na Ethel von Brixham i zmodyfikował ożaglowanie, zbliżając je do historycznego pierwowzoru – między masztami zamiast sztaksla i fishermana wprowadzono żagiel gaflowy.

Ethel von Brixham
Ethel von Brixham / fot. Krzysztof Romański

Jednostka pojawiła się także na ekranie – w 1997 roku w niemieckiej ekranizacji powieści Güntera Grassa „Szczur”, a w 2024 roku w filmie Guya Ritchiego „Ministerstwo Niebezpiecznych Drani”.

W poszukiwaniu nowego właściciela

Jeszcze w 2019 roku Ethel von Brixham uzyskał certyfikat bezpieczeństwa, jednak 5 lat później, po tym jak w Niemczech zaostrzono przepisy dotyczące eksploatacji tradycyjnych żaglowców, stało się jasne, że uzyskanie kolejnego wymagałoby kosztownej modernizacji i realizacji szeregu zaleceń administracyjnych. Właściciele, będący już w podeszłym wieku, nie byli w stanie samodzielnie przeprowadzić niezbędnych prac.

Choć statek pozostawał w ogólnie akceptowalnym stanie technicznym, wymagał gruntownego remontu. Kapitan Gerhard Bialek zaczął więc rozglądać się za kupcem. Cena za statek, w który przez trzy dekady zainwestował ponad milion euro, nie była wygórowana – 10 tys. euro. Ale chętnego nie było.

Ethel von Brixham
Ethel von Brixham / fot. Krzysztof Romański

Zdesperowany właściciel zszedł więc z oczekiwań. Po prostu chciał mieć pewność, że dzieło jego życia nie zostanie zmarnotrawione. W grudniu 2025 roku oddał żaglowiec za symboliczne euro brytyjskiemu stowarzyszeniu Wine Dark Sea Research. Jego założyciel William Lund, jest już w trakcie remontu innego historycznej jednostki z Brixham – Jubilee, który jeszcze kilka lat temu pływał jako towarowy żaglowiec Nordlys.

28 grudnia 2025 roku na jednym z forów żeglarskich Thomas Simpson ogłosił:

Kupiłem Ethel von Brixham i zamierzam sprowadzić ją z Niemiec do Wielkiej Brytanii. Zostanie odrestaurowana i zachowana dla przyszłych pokoleń. Uruchomiłem zbiórkę na platformie JustGiving, aby pomóc w pozyskaniu środków na ten cel. Mam nadzieję, że mogę podzielić się tą informacją tutaj – jestem niezwykle zaangażowany w ten projekt i nie mogę się doczekać, by sprowadzić ją do domu, aby znów mogła cieszyć publiczność.

Celem zbiórki miało być zgromadzenie 5 tys. funtów. Nie wpłacono nawet pensa. Mimo to, brytyjski armator chciał jak najszybciej ruszyć z projektem. Pierwszym etapem miało być przeprowadzenie statku z Brunsbüttel do Den Helder. Niestety, żaglowiec nie wyszedł nawet na pełne morze…

Ethel von Brixham
Ethel von Brixham / fot. Krzysztof Romański

Lekcja dla świata żaglowców

Katastrofa Ethel von Brixham to bolesne przypomnienie, że drewniane jednostki historyczne – choć piękne i pełne ducha epoki – są szczególnie wrażliwe na błędy nawigacyjne i trudne warunki hydrologiczne. Rejon ujścia Łaby, z silnymi prądami i intensywnym ruchem statków handlowych, nie wybacza pomyłek.

Dla środowiska żaglowcowego w Niemczech i Europie to ogromna strata. Dla kapitana Gerharda Bialka, to osobista tragedia. Według relacji świadków, wypadek miał on określić mianem „idiotycznego”. Odejścia takich jednostek przypominają, że dziedzictwo morskie jest kruche. Ethel von Brixham pozostanie już częścią archiwów, wspomnień załóg i fotografii z regat oraz zlotów żaglowców.

Krzysztof Romański

14 lutego 2026 r.
Zdjęcie w nagłówku: FF-Duhnen-Stickenbüttel

Dodaj komentarz