Europa znów zimuje na Antarktydzie

Gdy w naszych szerokościach geograficznych króluje zima, bark Europa płynie na południe. Nie po to, by wygrzewać się w słońcu, lecz w poszukiwaniu… lodu. Holenderski armator statku od 18 lat organizuje antarktyczne wyprawy. Są one okazją do podziwiania lodowych krajobrazów, obserwacji pingwinów i fok, a także poznania historii niezłomnych zdobywców najzimniejszego kontynentu.

 

Żaglowce z naszej półkuli zimują zwykle w portach macierzystych. Przechodzą przeglądy techniczne, remonty albo po prostu stoją przy kei czekając na wiosnę. Niektóre decydują się na zmianę klimatu i żeglują na cieplejsze akweny – Karaiby (jak Fryderyk Chopin), Bermudy (jak Alexander von Humboldt II), ewentualnie Morze Śródziemne (tak od wielu lat spędza zimę Pogoria). Zupełnie inaczej jest w przypadku trzymasztowego barku Europa.

 

 

Pod koniec lat 90. holenderski armator jednostki wpadł na pomysł wyprawy na Antarktydę. Pierwszy lodowy rejs odbył się w na przełomie 2000 i 2001 roku. Okazał się tak wielkim sukcesem, że żaglowiec spędza na dalekim południu już osiemnasty sezon – zawsze pomiędzy listopadem i lutym. Dlaczego akurat w tych miesiącach? Odpowiedź jest prosta. Na Antarktydzie panują wówczas najmniej surowe warunki. Szczyt tamtejszego krótkiego lata przypada na styczeń. Trwa dzień polarny, podczas którego słońce nie zachodzi nawet na chwilę. Temperatura wzrasta osiągając miejscami kilka stopni powyżej zera. Na wybrzeżach topnieją śniegi, a choć po powierzchni morza dryfuje lodowa kra, możliwa jest w miarę swobodna żegluga.

 

Na czas antarktycznych wojaży bazą dla Europy jest Ushuaia w Argentynie. To najdalej na południe położone miasto świata i port leżący najbliżej okrytego ponurą sławą przylądka Horn. W każdym sezonie organizowane są 3 lub 4 trzytygodniowe rejsy, podczas których statek przechodzi przez cieśninę Drake’a oddzielającą Ziemię Ognistą od Półwyspu Antarktycznego. Potem wędruje wzdłuż wybrzeży najzimniejszego z kontynentów, stawiając żagle kiedy to tylko możliwe. Silnik uruchamiany jest wyłącznie wtedy, gdy jest to naprawdę konieczne. Armator statku kładzie bowiem wielki nacisk na kwestie związane z ochroną środowiska.

 

 

Każdego dnia Europa zatrzymuje się w innym miejscu. W krainie lodu nie można oczywiście liczyć na nabrzeża z prawdziwego zdarzenia, dlatego schronieniem dla barku są spokojne wody zatok, w których można rzucić kotwicę i motorówką dotrzeć na ląd. Na brzegu załoga ma okazję podziwiać fantastyczne formacje skalne oraz niezwykle bogatą faunę. Albatrosy, tysiące pingwinów, różne gatunki fok, wieloryby – wszystko to na wyciągnięcie ręki. Gdzieniegdzie wciąż można trafić na pozostałości osad wielorybników. Oprócz bliskości zwierząt, najbardziej imponują fantastyczne formacje skalne i pokryte śniegiem góry. – Kiedyś myślałem, że lód jest biały. Myliłem się. Dopiero tu zobaczyłem, jak może być różnokolorowy. W życiu nie widziałem tylu odcieni niebieskiego – opowiada Chales Odinot, jeden z członków załogi.

 

Podczas antarktycznych rejsów niezwykle istotna jest wachta „na oku”. W nowoczesnej żegludze, wykorzystującej dobrodziejstwa radarów i echosond, straciła ona na znaczeniu. Jednak na Morzu Weddella powierzenie swojego losu bezdusznej maszynie to najkrótsza droga do katastrofy. Tam wciąż niezastąpiony jest człowiek. Na Europie zainstalowano nawet specjalne dodatkowe światła na dziobie, by ułatwić wypatrywanie przeszkód. – Żeglujemy z prędkością około 6 węzłów. To jakieś 10 kilometrów na godzinę, co w przeliczeniu daje 167 metrów na minutę. Jeśli więc 200 metrów przed dziobem zobaczymy górę lodową, mamy tylko nieco ponad minutę na reakcję – tłumaczy Paco, uczestnik jednego z polarnych rejsów.

 

 

W drodze powrotnej z Antarktydy holenderska jednostka odwiedza Południową Georgię. Na tej wyspie obowiązkowym punktem programu jest wizyta na grobie Shackletona w Grytviken. Według obyczaju, będąc tam trzeba wznieść toast za spokój duszy słynnego polarnika. Najlepiej szklaneczką dobrej irlandzkiej whiskey. Oczywiście z lodem.

 

Oprócz stałej załogi, w skład której wchodzą m.in. dwaj zawodowi przewodnicy turystyczni, w antarktyczne rejsy Europa może zabrać 40 osób. Pokład otwarty jest przed każdym, kto czuje się na siłach zmierzyć z trudnymi warunkami atmosferycznymi. Za uczestnictwo w wyprawie trzeba zapłacić między 8 a 10 tysięcy euro. W cenie jest jedzenie i zakwaterowanie w 2-, 4- lub 6-osobowych kajutach. Organizatorzy nie mają kłopotów z frekwencją. Na niektóre rejsy miejsca kończą się nawet dwa lata wcześniej. Nie ma co się dziwić, bowiem wrażenia są niesamowite. Warto dodać, że jeden z amerykańskich portali umieścił antarktyczną wyprawę na Europie na liście 7 podróży, które trzeba odbyć, zanim będzie się mieć dzieci.

 

By wybrać się w rejs na pokładzie barku nie trzeba mieć żadnego doświadczenia żeglarskiego. Wszystkiego, co potrzebne w morzu – sterowania, nawigacji, pracy na masztach – nauczy profesjonalna załoga. Zrobi to… po holendersku, czyli „bez wrzeszczenia, gwizdków i presji”.

 

 

Europa to stalowy, trzymasztowy bark o długości całkowitej 56 metrów. Statek wybudowano w 1911 roku w stoczni Stülcken-Werft w Hamburgu. Do 1977 roku – najpierw pod nazwą Senator Brockers, potem Elbe 3 – służył jako latarniowiec niemieckiej straży przybrzeżnej, stacjonujący na Łabie. Niszczejącą jednostkę w 1985 roku kupili Holendrzy. Ze zmianą właściciela przyszła też zmiana nazwy. Po długim remoncie w 1994 roku Europa zaczęła pisać nowy rozdział swojej historii – już jako żaglowiec. Charakterystycznym elementem jej ożaglowania są lizle, czyli dodatkowe żagle boczne, rozpinane na przedłużających reje wytykach. To nawiązanie do legendarnych 19-wiecznych kliprów herbacianych, dla których szybkość liczyła się ponad wszystko. Galion jednostki przedstawia kobietę, symbolizującą mityczną Europę – jedną z kochanek Zeusa. Autorem rzeźby jest Lynx Guimand. Figura w 2010 roku zastąpiła pod bukszprytem inną, zniszczoną podczas otarcia o górę lodową. Kapitanem statku jest Klaas Gaastra, legenda za życia, jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w świecie wielkich żaglowców.

 

Bark, którego portem macierzystym jest Haga, już dwukrotnie odwiedzał Polskę. W 2003 roku uczestniczył w zlocie The Tall Ships’ Races w Gdyni, a cztery lata później w Szczecinie. W latach 2013-14 wraz z dwoma innymi holenderskimi żaglowcami – Teclą i Oosterschelde – opłynął świat. Z uwagi na swoje liczne podróże, Europa nazywana jest „wędrowcem oceanów” (ang. Ocean Wanderer).

 

Krzysztof Romański

7.01.2019 r.
Zdjęcie w nagłówku: Valery Vasilevskiy

 

Zobacz galerię fantastycznych zdjęć Valerego Vasilevskiego z Antarktydy:

 

Dodaj komentarz