Peking w Hamburgu

Peking powrócił do Hamburga. Legendarny windjammer będzie obiektem muzealnym

To był spektakularny powrót do domu. Po 88 latach legendarny windjammer Peking znów zacumował w swoim macierzystym porcie w Hamburgu. Jego ostatnią podróż na brzegach Łaby obserwowały tysiące osób.

 

W poniedziałkowy poranek, 7 września 2020 roku, czteromasztowy bark wyszedł ze stoczni Peters w Wewelswelth, w której remontowany był przez niemal trzy lata. W asyście dwóch holowników (Wulf 3 oraz Wulf 5) podszedł do śluzy na rzece Stor, której przejście wymagało najwyższej precyzji – odstępy między burtami a nabrzeżem z każdej strony wynosiły zaledwie 3,5 m! Po dojściu do Twielenfleth Peking, wciąż w towarzystwie holowników, musiał poczekać ponad 5 godzin na przypływ i podniesienie się stanu wody na Łabie.

 

Peking w drodze do Hamburga przechodzi śluzę na rzece Stor
Peking w drodze do Hamburga przechodzi śluzę na rzece Stor / fot. NDR

 

Popołudniowa przeprawa do Hamburga była triumfalnym marszem żaglowca, powracającego po 88 latach do domu. Wokół Pekinga kręciły się setki łodzi i jachtów, statki pożarnicze stawiały wodne kurtyny, orkiestra grała niemiecki hymn, ryczały okrętowe syreny, a na oba brzegi wypełniał wielotysięczny tłum ciekawych widoku historycznej jednostki, która sunęła dostojnie w górę rzeki. Najbardziej symbolicznym momentem było przejście obok stoczni Blohm und Voss, miejscu narodzin Pekinga. Po ominięciu majestatycznego budynku Filharmonii, statek został obrócony i wszedł do basenu portowego Hansahafen w Kleiner Grasbrook. Zacumował przy nabrzeżu Bremen, które będzie schronieniem dla Pekinga przez kilka najbliższych lat. Żaglowiec, który przekazano humburskiemu Muzeum Portowemu, w lecie 2021 roku zostanie udostępniony do zwiedzania, a w 2025 roku ma stanąć naprzeciwko gmachu Filharmonii.

 

Peking w Hamburgu
Peking w Hamburgu / fot. Jan Sieg

Historia Pekinga

Gdy hamburscy stoczniowcy kładli stępkę pod budowę Pekinga, na morzach trwał już zmierzch żaglowców, wypieranych z handlowych szlaków przez parowce. Niemiecki armator F. Laeisz był jednym z ostatnich, który nie poddał się temu trendowi. Wiedział co robi. Na długich trasach między Europą i Ameryką Południową wielkie cztero- i pięciomasztowe barki, zwane pożeraczami wiatru (windjammers), okazywały się szybsze, a jednocześnie tańsze w eksploatacji. Jego latającą linię „P” (The Flying P-Line) obsługiwały więc wyłącznie żaglowce, którym tradycyjnie nadawano nazwy zaczynające się od litery „P”.

 

Peking dołączył do floty Laeiszów w 1911 roku. Powstał w słynnej stoczni Blohm und Voss (tej samej, która dwa lata wcześniej zbudowała fregatę Prinzess Eitel Friedrich, przemianowaną potem na Dar Pomorza). Na jego 4 masztach stawiano 32 żagle o łącznej powierzchni 4,1 tys. metrów kwadratowych. Dzięki temu jednostka mogła rozpędzić się do 18 węzłów – nawet wtedy, gdy jej ładownie wypełnione były pięcioma tysiącami ton towaru. Mimo imponujących rozmiarów (115 metrów długości całkowitej) statek obsługiwała stosunkowo nieliczna 31-osobowa załoga, która wszystkie czynności musiała wykonywać ręcznie. Peking nie posiadał bowiem ani silnika, ani też żadnych mechanicznych udogodnień. Wszystkie ewentualne naprawy musiały być wykonywane przez załogę podczas rejsu, nawet w największych sztormach, bo na przystanki po drodze nie można było sobie pozwolić. To opóźniłoby dostarczenie towaru i wiązało ze stratami finansowymi. Czas był najważniejszy. Ważniejszy nawet niż bezpieczeństwo poszczególnych członków załogi. – Przepisy bezpieczeństwa? Nie było takiego pojęcia. Po prostu uważaj na siebie w każdej sytuacji, a wszystko będzie dobrze, to wszystko, co można było usłyszeć od kapitana – wspominał Irving Johnson – Amerykanin, który w 1929 roku zamustrował na jeden z rejsów i w jego trakcie nakręcił film dokumentalny.

 

Zwyczajowo Peking kursował drogą wokół przylądka Horn pomiędzy Hamburgiem i Valparaiso w Chile, skąd przywoził… ptasie odchody, używane w Europie jako nawóz. W swojej historii opłynął złowrogi przylądek aż 34 razy! Wraz z rozwojem przemysłu chemicznego, popyt na południowoamerykańskie guano spadał. Laeiszowie szukali więc innych rynków – wozili banany, jęczmień i pszenicę. Otwarcie Kanału Panamskiego sprawiło jednak, że eksploatacja żaglowców nawet na długich dystansach przestała się opłacać. Wycofanie Pekinga z żeglugi handlowej stało się kwestią czasu. W 1932 roku statek został sprzedany do Anglii. Zmieniono mu nazwę na Arethusa, przebudowano i zacumowano w Lower Upnor w hrabstwie Kent. Jego pokład stał się siedzibą szkoły dla chłopców, a na jej inaugurację przybył sam król Jerzy VI.

 

Pod pełnymi żaglami w czasach świetności

 

W latach 70. starzejącą się jednostkę planowano oddać na złom. Przed pocięciem na żyletki uchronili ją Amerykanie, a konkretnie Jack Aron. Biznesmen, który majątek zbił na handlu złotem i kawą, a sentyment do morza wyniósł z wojennej służby w US Navy, kupił żaglowiec za 70 tys. funtów, przywrócił mu pierwotną nazwę i sprowadził do Nowego Jorku. 23 listopada 1975 roku Peking zacumował przy nabrzeżu nr 16 na Dolnym Manhattanie. New York Times tak opisywał ten historyczny dzień: „Tankowce, promy i holowniki syrenami pozdrawiały przepływający żaglowiec, nad którym unosiły się helikoptery. O 9.45 statek pożarniczy postawił kurtynę wodną, którą rozwiewał wiatr, podczas gdy Peking dobijał do kei przy akompaniamencie wiwatujących gapiów i orkiestry grającej utwór „Anchors Aweigh”.” I tak czteromasztowy windjammer, choć wcześniej z Nowym Jorkiem nie miał nic wspólnego, stał się ważnym eksponatem mającego ambicje stworzenia kolekcji historycznych żaglowców South Street Seaport Museum. Pokład byłego statku Laeiszów rokrocznie odwiedzały tysiące turystów, a jego odbijające się w witrynach drapaczy chmur reje na cztery dekady wpisały się w panoramę Manhattanu.

 

Peking i Wavertree przeglądają się w oknach drapaczy chmur Manhattanu. Ten widok to już historia. / fot. Krzysztof Romański

 

Z czasem stan techniczny Pekinga stopniowo się pogarszał, a budżet muzeum nie był w stanie udźwignąć kosztów kapitalnego remontu. Na domiar złego w 2012 roku bark ucierpiał podczas szalejącego w Nowym Jorku huraganu Sandy. Po raz drugi w historii jednostki groźba złomowania stała się bardzo realna. Na szczęście znów udało się uniknąć najgorszego. Tym razem pomocną dłoń wyciągnęli Niemcy, którzy od lat marzyli, by Peking wrócił do macierzystego portu w Hamburgu. W 2016 roku podpisano porozumienie, na mocy którego Amerykanie zgodzili się oddać statek za darmo, pod warunkiem pokrycia przez stronę niemiecką kosztów transportu i generalnego remontu.

 

Peking załadowany na Combi Dock III opuszcza Nowy Jork. W tle Manhattan.
Peking na pokładzie ciężarowca Combi Dock III opuszcza Nowy Jork / fot. Will Van Dorp – www.tugster.wordpress.com

 

7 września 2016 roku statek pożegnał się z Manhattanem i przy asyście trzech holowników przeszedł do stoczni Caddell na Staten Island, w której rozpoczęły się przygotowania do transatlantyckiej podróży. Przed przejściem oceanu niezbędne było, m.in. zdemontowanie rej i kotwic. W lipcu 2017 roku Peking został przetransportowany do Hamburga przez specjalistyczną jednostkę Combi Dock III. To ciężarowiec typu flo/flo (float on/float off), z funkcją pływającego doku, przystosowany do zanurzania się w celu przyjęcia na pokład wielkogabarytowego ładunku – suwnicy, wieży wiertniczej albo – jak w tym wypadku – innego statku. By wprowadzić żaglowiec do jego doku, trzeba było poczekać na sprzyjające warunki pogodowe. 14 lipca 2020 roku na nowojorskiej redzie holowniki umieściły kadłub Pekinga nad zanurzonym ciężarowcem. Po wypompowaniu wody z doku, ustabilizowaniu i odpowiednim zabezpieczeniu barku, 20 lipca 2020 roku nietypowy transport wyruszył do Hamburga. Przejście Atlantyku trwało 11 dni.

 

Zobacz naszą relację z tej podróży

 

30 lipca 2020 roku Combi Dock III z Pekingiem na pokładzie, pokonawszy 7 tysięcy mil morskich, dotarł do Niemiec. Okazało się jednak, że wejście z marszu na Łabę jest niemożliwe, z uwagi na zbyt niski poziom wody w rzece. Rejs można było kontynuować dopiero 3 sierpnia 2020 roku. Tego dnia, w samo południe, wspierany przez dwa holowniki Peking wszedł do stoczni remontowej Peters Werft w Wewelsfleth w Szlezwiku-Holsztynie, gdzie powitały go fajerwerki. Płynący w górę Elby żaglowiec już wcześniej wzbudzał nie lada sensację. Na brzegach gromadziły się tysiące osób, pragnących na własne oczy zobaczyć i pozdrowić legendarny statek po latach tułaczki powracający do domu. Gruntowny remont trwał niemal 3 lata, a koszt prac zamknął się w kwocie 38 milionów euro. Środki na ten cel, decyzją Bundestagu, pochodziły z budżetu federalnego.

 

Oprócz Pekinga zachowały się jeszcze trzy windajammery należące niegdyś do Laeiszów.  Dwa z nich to dziś muzea: Pommern cumuje w Mariehamn na wyspach Alandzkich, a  bliźniak Pekinga – Passat w Travemunde. Jedyny, który wciąż pozostaje w czynnej służbie, to Padua, która po 2 wojnie światowej trafiła do Związku Radzieckiego i teraz znana jest pod nazwą Kruzensztern.

 

Krzysztof Romański

8.09.2020 r.
Zdjęcie w nagłówku: Hafenmuseum Hamburg

 

Dodaj komentarz