Zawisza Czarny w stoczni Nauta

Zawisza Czarny w stoczni remontowej Nauta

Legendarny harcerski żaglowiec Zawisza Czarny przeszedł remont pośredni w stoczni Nauta w Gdyni. Choć początkowo planowano dwa tygodnie postoju, ostatecznie prace w doku trwały niemal miesiąc.  Jak statek prezentuje się tuż przed powrotem do wody? Zobaczcie naszą relację fotograficzną.

Krzysztof Romański, 9.03.2026 r.

Na Zawiszy Czarnym wita mnie zapach jajecznicy. Mimo remontu, kambuz działa w miarę normalnie, a załoga – zarówno ta stała, jak i wolontariusze, którzy pomagają w pracach – muszą przecież dobrze zjeść. Droga na statek stojący w doku pływającym nr 2, jest wyjątkowo długa – by stanąć na zawiszowych deskach, trzeba pokonać trzy piętra schodów posadowionych na rusztowaniu zbudowanym przy lewej burcie, a potem jeszcze przeskoczyć na drabinkę prowadzącą na pokład.  Bosman Wojciech Grycan oprowadza mnie po śródokręciu i pokazuje, co już zostało zrobione. Sen z powiek spędza mu jednak to, co jeszcze przed nim – ponowne zabudowanie prawej strony kubryku.

– Wszystkie koje trzeba było zdemontować, żeby móc dostać się do wewnętrznej strony kadłuba, bo trzeba było wymienić część poszycia – tłumaczy. – Ale to już zrobimy podczas drugiej części remontu, w Darłowie – dodaje.

W nawigacyjnej spotykam kapitana Roberta Krzemińskiego, dla którego ostatnie tygodnie były niezwykle pracowite. Zwłaszcza że, jak to zwykle bywa przy remontach jednostek z historią, po przyjściu do stoczni lista koniecznych napraw szybko się wydłużyła.

– Zawisza przeszedł remont pośredni, dzięki któremu będzie mógł pływać przez kolejne lata – do odnowienia klasy w 2029 roku. Remont polegał na wydokowaniu statku, sprawdzeniu dna, czyszczeniu, malowaniu i kontroli całej konstrukcji – mówi kapitan szkunera, którego właścicielem jest Związek Harcerstwa Polskiego (ZHP).

 

Prace przy kadłubie i instalacjach

Podczas postoju w Naucie wykonano również dodatkowe prace, które nie były obowiązkowe, ale uznano je za konieczne dla bezpieczeństwa jednostki.

– Sprawdziliśmy wszystkie zawory burtowe i denne. Wymieniliśmy też część poszycia kadłuba – blachy, które były już skorodowane i należało je wymienić. Nie były to małe wstawki, tylko naprawdę duży fragment, szczególnie na prawej burcie – wyjaśnia Robert Krzemiński.

Kolejne roboty dotyczyły układu napędowego. W trakcie demontażu wału okazało się, że konieczne będą dodatkowe naprawy.

– Wymienialiśmy uszczelnienie wału typu Simplex. Przy okazji okazało się, że jedno z najważniejszych łożysk – łożysko oporowo-nośne – jest już zużyte. Trzeba było zregenerować wał pośredni i wymienić łożysko – dodaje.

 

Zawisza Czarny w stoczni Nauta
Zawisza Czarny w stoczni Nauta / fot. Krzysztof Romański

 

Dwa tygodnie planu, cztery tygodnie pracy

Jak podkreśla kapitan, to typowa sytuacja przy remontach statków.

– Jak to na każdym remoncie bywa – planujesz pewną listę prac, a w trakcie okazuje się, że rzeczy do zrobienia jest dwa albo nawet trzy razy więcej. Planowane dokowanie było na dwa tygodnie, a w doku staliśmy cztery. Na szczęście po czterech tygodniach szczęśliwie zeszliśmy na wodę – mówi.

Efektem prac jest nie tylko poprawa stanu technicznego jednostki, ale również odświeżenie jej wyglądu.

– Statek jest wymalowany z zewnątrz i wewnątrz. Będzie się pięknie prezentował. Mam nadzieję, że w takim stanie popływa przynajmniej do kolejnego remontu klasowego, który czeka nas w 2029 roku – podkreśla Robert Krzemiński.

Podczas remontu nie zastosowano piaskowania kadłuba – zamiast tego użyto szlifowania. Wynika to ze specyfiki konstrukcji Zawiszy Czarnego.

– Naszego kadłuba nie piaskujemy. Blachy są nitowane, a piaskowanie mogłoby je nadwyrężyć. Zawisza to jednak staruszek – w tym roku kończy 65 lat. Każde piaskowanie trochę osłabia materiał, dlatego wolimy szlifować niż piaskować – wyjaśnia kapitan.

Prace jeszcze się nie kończą

Choć żaglowiec wrócił już na wodę, część prac nadal trwa. Kolejny etap remontu odbędzie się w Darłowie, o czym zresztą wspominał bosman Grycan.

– Musimy jeszcze złożyć kubryk, który był zdemontowany podczas wymiany poszycia. Całą prawą burtę w kubryku trzeba było rozebrać do gołej blachy. Teraz czekają nas żmudne prace stolarskie, żeby wszystko dopasować i złożyć z powrotem – wyjaśnia Robert Krzemiński.

Jak przyznaje, zadanie nie będzie łatwe.

– To trochę jak klocki Lego, ale bardziej skomplikowane, bo w zestawach Lego jest instrukcja i kolorowe elementy. Tutaj instrukcji właściwie nie ma – są tylko listewki, detale i mnóstwo dopasowywania – dodaje z uśmiechem.

Plan zakłada powrót jednostki do Gdyni w drugiej połowie kwietnia.

– Myślę, że około 19-20 kwietnia powinniśmy ruszyć już normalnie z kalendarzem rejsów. Ten rok to dla Zawiasa żegluga bałtycka – podsumowuje kapitan Zawiszy Czarnego, który szczególnie czeka na dwie wyprawy, które zaplanowano na przełom sierpnia i września. Chodzi o rejsy z osobami niewidomymi i niedowidzącymi, organizowany przez fundację „Zobaczyć morze”. – W tym roku obchodzimy 20. rocznicę pierwszego rejsu, który prowadził jeszcze śp. Janusz Zbierajewski – podkreśla.

Dodaj komentarz