Największy żaglowiec szkolny świata Sedov zanim przybrał obecne imię, pływał jako statek towarowy Magdalene Vinnen. Jak wyglądało życie na takiej jednostce? Zapraszamy na unikatową czarno-białą podróż w czasie do Sydney roku 1933.
27 lutego 1933 roku do Sydney zawinął ogromny stalowy bark. Na ciemnoszarych burtach z daleka można było odczytać napis MAGDALENE VINNEN, a na rufie dumnie powiewała trójkolorowa czarno-biało-czerwona niemiecka bandera. Maszty okazały się za wysokie, by żaglowiec zmieścił się pod Harbour Bridge, dlatego skierowano go do położonej nieco na uboczu części portu – Woolloomooloo. Załoga pod komendą kapitana Lorenza Petersa miała miesiąc na wypełnienie wielkich czterech ładowni tonami wełny. Wizyta niemieckiego czteromasztowca odbiła się szerokim echem w miejscowej prasie. Nic dziwnego. To miał być czwarty pod względem wielkości ładunek w historii portu w Sydney. Takie wydarzenie nie umknęło też uwadze Samuela J. Hooda, lokalnego fotografa, którego ulubionym tematem były statki. Dzięki tej pasji, możemy dziś oglądać wyjątkowy materiał!

Żaglowiec towarowy Magdalene Vinnen wybudowano w 1921 roku w stoczni Krupp Germania w Kilonii. Nazwa statku była hołdem dla córki armatora Friedricha Adolfa Vinnena. Jednostka okazała się szczęśliwa – była szybka i dzielna. Pływała wożąc towary głównie na południowoamerykańskiej trasie dookoła Hornu. W latach 30. coraz częściej wypadało jej odwiedzać porty australijskie. Do macierzystej Bremy zaglądała rzadko. Tym razem w Sydney trafiło się wielkie zamówienie wełny. W marcu 1933 roku pod pokład Magdaleny miało trafić 16 000 bel, które potem należało przewieźć do odbiorcy w Falmouth. Właśnie ten załadunek uwiecznił w swoim obiektywie Samuel J. Hood, któremu udało się na tyle zżyć z załogą, że ta pokazała mu dużo więcej niż tylko trudy prac dokerskich. Na zdjęciach widać, jak na statku spędzało się czas wolny, podejmowało gości, wchodziło na maszty czy przeprowadzało zabiegi konserwacyjne.
Fotoreportaż australijskiego fotografika jest wciągający i kompleksowy. Od wejścia do portu, poprzez przyjazd samochodów z wełną, jej załadunek dźwigami i mocowanie w ładowniach, po samo wypłynięcie ponad miesiąc później – 29 marca 1933 roku. Zwraca uwagę m.in. mecz bokserski na śródokręciu, szycie żagli czy moment, na który każdy członek załogi czeka po rejsie najbardziej – dystrybucja listów od bliskich. Jest też seria zdjęć z akordeonistą. Na pierwszy rzut oka wygląda, jakby mężczyzna przygrywał do zabawy, ale gdy przyjrzymy się bliżej, zobaczymy że jego muzyka pomaga załodze równomiernie kręcić kabestanem. To muzyka pracy – akordeonowe szanty! Te zdjęcia po portu trzeba zobaczyć!
Krzysztof Romański
21.04.2019 r.