The Swedish Tall ship Gotheborg

Gotheborg wychodzi w pierwszy od 6 lat rejs

Po długich 6 latach spędzonych „na sznurku”, szwedzka fregata Gotheborg w końcu ruszyła w morze. Imponująca replika XVIII-wiecznego żaglowca płynie do Sztokholmu.

Krzysztof Romański, 17.08.2021 r.

 

Gotheborg do regularnej żeglugi miał wrócić w ubiegłym roku, ale plany te pokrzyżowała pandemia koronawirusa. Dzięki temu jednak było więcej czasu na remont i załatwienie formalności związanych ze zmianą właściciela jednostki. Przypomnijmy, w 2016 roku ogłoszono, że wobec problemów z finansowaniem żaglowca, armator – fundacja Ostindiefararen Götheborg – wystawia go na sprzedaż. Poszukiwania kupca spaliły na panewce, fregata więc przez lata cumowała w macierzystym porcie. W 2018 roku, ze względów oszczędnościowych, zaniechano nawet poddania się kontroli potwierdzającej klasę statku. Wydawało się, że unieruchomiony przy nabrzeżu żaglowiec, pozostanie kolejną morską atrakcją miasta nad Gotą (obok m.in. muzealnego czteromasztowego barku Viking). Lepsze czasy dla statku nadeszły w 2019 roku. Firma logistyczna Greencarrier AB ogłosiła, że zapewni środki na przywrócenie jednostki do żeglowności. W lutym 2021 roku poszła o krok dalej, finalizując transakcję zakupu Gotheborga. Nowy właściciel ogłosił, że w przyszłym roku zamierza wysłać statek w podróż do Chin. Zanim to się stanie, jednostka musi sprawdzić się w krótszym rejsie, który rozpoczął się w poniedziałek, 16 sierpnia 2021 roku. W obecności setek mieszkańców Gotheborga, żaglowiec opuścił macierzysty port oddając honorowe saluty armatnie. Fregata wzięła kurs na stolicę kraju – Sztokholm. Na pokładzie, oprócz 20 osób załogi stałej, znajduje się 50 wolontariuszy.

 

Gotheborg / fot. Port of Gothenburg
Gotheborg / fot. Port of Gothenburg

 

Historia Gotheborga

Był 12 września 1745 roku. Do portu w Goteborgu po trwającej ponad 2 lata wyprawie wracał trzymasztowy żaglowiec. Jego ładownie wypełnione były drogocennymi towarami z Chin – jedwabiem, porcelaną i herbatą. Flagowa jednostka Szwedzkiej Kompani Wschodnioindyjskiej (Svenska Ostindiska Companiet), która do służby weszła w 1738 roku, kończyła swój trzeci rejs do Azji. Na nabrzeżu oczekiwały tłumy – stęsknione żony, wysocy urzędnicy oraz setki ciekawskich. I nagle stało się coś, czego się nikt nie spodziewał. Gotheborg gwałtownie zszedł z kursu i z hukiem uderzył w podwodną skałę Knipla Boro, której istnienie i lokalizacja nie była dla nikogo tajemnicą. Na pewno wiedział też o niej doświadczony pilot, obecny tego dnia na mostku. Mimo słonecznej aury i doskonałych warunków nawigacyjnych, doszło do katastrofy, której przyczyny nie są jasne do dziś. Przez dziury w rozerwanym poszyciu do wnętrza kadłuba szybko dostała się woda. Dumny żaglowiec nabrał przechyłu i zaczął znikać w odmętach Kattegatu. Statek za rufą miał ponad 35 tysięcy mil. Do bezpiecznego portu zabrakło mu… 900 metrów. Na szczęście wszystkich członków załogi udało się uratować. Zginęły za to dzienniki pokładowe, co niektórym historykom każe przypuszczać, że zatonięcie mogło być nieprzypadkowe. Istnieją teorie wedle których Gotheborg poszedł na dno, by uniknąć zapłacenia podatków od drogocennego ładunku. Jak było naprawdę, chyba już nigdy się nie dowiemy.

 

Niemal idealna replika

Współczesny Gotheborg jest repliką tamtego feralnego żaglowca. Budowa rozpoczęła się w 1995 roku i trwała niemal dekadę – o wiele dłużej niż pierwowzoru, który powstawał półtora roku. Skąd taka różnica? Chodziło o to, by do rekonstrukcji zastosować metody i surowce jak najbardziej zbliżone do tych XVIII-wiecznych. Długo poszukiwano drewna o właściwej jakości i wieku. Odpowiednie dęby znaleziono dopiero w Niemczech i Polsce. Trzeba też było sporządzić projekt wykonawczy, bazując jedynie na rycinach i dokumentach, ponieważ oryginalne plany Gotheborga sprzed stuleci nie istnieją. Sporo czasu zajęła też sama nauka techniki szkutniczej sprzed dwóch stuleci. Ciekawostką jest to, że nawet gwoździe używane do budowy, tworzone były ręcznie, tak jak to drzewiej bywało. Statek jest oczywiście wyposażony w zdobycze nowoczesnej technologii – radary, radiostację, system GPS czy silnik Volvo o mocy 1100 koni mechanicznych. Bez tego nie byłoby mowy o uzyskaniu certyfikatów bezpieczeństwa wymaganych w naszych czasach.

 

Powitanie Gotheborga w macierzystym porcie
Powitanie Gotheborga w macierzystym porcie / fot. www.goteborg.com

 

Wodowanie i dziewicza podróż

6 lipca 2003 roku uroczyście zwodowano kadłub, a ceremonię obecnością zaszczycili członkowie szwedzkiej rodziny królewskiej. Statek ostatecznie wszedł do służby w 2005 roku i zaraz wziął kurs na Daleki Wschód – do Chin. Dziewicza podróż miała symboliczny wymiar – była kopią handlowej trasy pierwowzoru. Po drodze Gotheborg odwiedził 12 portów w 12 krajach, m.in. w Hiszpanii, Brazylii, RPA i Indonezji. W każdym z nich wymieniana była część załogi, do której dołączali wolontariusze z poszczególnych państw. Powracającą do Szwecji po 2 latach jednostkę witały w macierzystym porcie tłumy, na czele z królem Karolem Gustawem oraz… prezydentem Chin Hu Jintao, przybyłym specjalnie na tę okazję. W 2013 roku statek po raz pierwszy – i jak do tej pory jedyny – zawinął do Polski. Wziął udział w finale The Tall Ships Races w Szczecinie.

 

Koszt budowy współczesnego Gotheborga zamknął się w kwocie około 40 milionów dolarów. 40 procent pochodziło z budżetu państwa, resztę dołożyli sponsorzy – m.in. Stena Line. Wiodący operator promowy ma bowiem siedzibę właśnie w Goteborgu. Całkowita długość żaglowca to 58 metrów. Na trzech masztach i bukszprycie jednostka nosi żagle o łącznej powierzchni bez mała 2000 metrów kwadratowych. Załogę tworzy maksymalnie 80 osób, z czego ¼ to marynarze zawodowi. Zwraca uwagę bogato zdobiona, wysoka rufa. Pełen ornamentów jest też dziób, na którym znajduje się galion przedstawiający żółtego lwa. Ważnym elementem wyposażenia jednostki jest 10 dział gotowych do oddawania salutów.

 

Krzysztof Romański

17.08.2021 r.
Zdjęcie w nagłówku: The Swedish Tall Ship Gotheborg

Dodaj komentarz