Rouse Simmons, Christmas Tree Ship w Chicago

Christmas Tree Ship. Opowieść o choinkowym żaglowcu

Słyszeliście o żaglowcu z choinkami? Historia „Kapitana Świętego Mikołaja” i szkunera Rouse Simmons, który przywoził świąteczne drzewka do Chicago, dziś brzmi niewiarygodnie. Jednak naprawdę się wydarzyła.

Krzysztof Romański, 14.12.2020 r.

 

Pod koniec XIX wieku zwyczaj ubierania choinki zdobywał coraz większą popularność w Stanach Zjednoczonych. Za ocean przybył wraz z imigrantami z Niemiec. Popyt na choinki z każdym rokiem był coraz większy, zwłaszcza w miastach, w których silna była kolonia przybyszów z Niemiec. Jednym z nich było Chicago. Do „wietrznego miasta” drzewka z lasów Michigan i Wisconsin przypływały na szkunerach, które w drugiej połowie dziewiętnastego stulecia zdominowały żeglugę handlową na Wielkich Jeziorach. Po przybyciu do portu ładunek z reguły trafiał do hurtowników, którzy rozprowadzali drzewka po okolicznych targowiskach. Kapitan Herman Schuenemann, współwłaściciel szkunera Rouse Simmons, miał inny pomysł na biznes. Postanowił sprzedawać choinki bezpośrednio z pokładu swojego statku, cumującego w dokach Clark Street. Dzięki temu, mógł oferować niższe ceny i wciąż cieszyć się niezłym zarobkiem. Mógł też część ładunku rozdawać uboższym mieszkańcom, których nie było stać na zakup choinek. Chicagowska prasa, dostrzegając altruizm Schuenemanna, nadała mu pseudonim „Kapitan Święty Mikołaj” (Captain Santa).

 

Kapitan Herman Scheunemann na pokładzie szkunera z choinkami
Kapitan Herman Scheunemann (w środku) na pokładzie szkunera z choinkami / fot. Chicago History Museum

 

Trzymasztowy szkuner Rouse Simmons został zbudowany w 1868 roku w stoczni Allan, McClelland & Co. w Milwaukee. Miał 37,5 m długości całkowitej. Patronem jednostki został biznesmen z miejscowości Kenosha w stanie Wisconsin. Przez lata ładownie statku wypełniały się drewnem z tartaków magnata drzewnego Charles’a Hackley’a. Amerykańskie miasta dynamicznie się rozwijały, więc popyt był ogromny. Rouse Simmons pracowicie przemierzał wody Jeziora Michigan, najczęściej pływając między Grand Haven i Chicago. Po dwóch dekadach mozolnej pracy we flocie Hackley’a, żaglowiec kilkukrotnie zmieniał właścicieli, aż wreszcie zwrócił na niego uwagę Herman Schuenemann. Jako kapitan miał on już za sobą długoletnie doświadczenie w rejsach z choinkami na innych statkach. W końcu postanowił przejść „na swoje”. Na początku XX wieku, wraz z grupą znajomych marynarzy i biznesmenów, założył więc spółkę, która w 1910 roku nabyła niemłodą już jednostkę. Odtąd choinkowe rejsy przez burzliwe późną jesienią wody odbywał na pokładzie Rouse Simmons.

 

Szkuner Rouse Simmons w pełnej krasie
Szkuner Rouse Simmons w pełnej krasie / fot. Wikipedia

 

Schuenemann reklamował swój biznes hasłem: „Statek z choinkami. Moje ceny są najniższe” (Christmas Tree Ship: My Prices are the Lowest). W sprzedaży pomagała mu żona Barbara i trzy córki. Oprócz choinek w asortymencie były też wyrabiane własnoręcznie ozdoby i lampki.

 

Żona kapitana - Barbara Schuenemann, wraz z córką Elzie
Żona kapitana – Barbara Schuenemann, wraz z córką Elzie / fot. Chicago History Museum

 

Stary żeglarski przesąd mówi o tym, że rozpoczynanie rejsu w piątek przynosi pecha. „Kapitan Święty Mikołaj” nie zważając na zabobony, zatknął choinkę na topie fokmasztu i w piątek, 22 listopada 1912 roku, w samo południe wyruszył z niewielkiego portu Thomson w stanie Michigan. Ładownie, pokłady, dachy nadbudówek i niemal wszystkie pomieszczenia Rouse Simmons wypełnione były drzewkami, których liczba przekraczała 5000. Zdecydowanie za dużo, jak na możliwości 44-letniego szkunera. Świadkowie obserwujący oddalający się statek mówili później, że przypominał on pływający las. Schuenemann miał nadzieję na dobry zarobek, wiedząc że kilka innych statków zrezygnowało z choinkowych rejsów z uwagi na pogodę. A ta wkrótce po wyjściu z portu zaczęła się psuć. Już pierwszej nocy wysoka fala zmyła z pokładu dwóch członków załogi i część drzewek, co paradoksalnie, poprawiło stateczność jednostki. Nie zapobiegło jednak katastrofie. Ostatnim, który widział żaglowiec Rouse Simmons, był obserwator ze stacji ratowniczej w Kewaunee, który dostrzegł sztormujący szkuner w sobotę 23 listopada 1912 roku, o godz. 14.50. Jednostka miała opuszczoną do połowy flagę – co wówczas oznaczało sygnał S-O-S. Na ratunek wysłano kilka statków, którym niestety nie udało się odnaleźć żadnych śladów pechowego żaglowca. Rouse Simmons zaginął bez wieści.

 

Nagłówki chicagowskich gazet kilka dni po tragedii Rouse Simmons
Nagłówki chicagowskich gazet kilka dni po tragedii Rouse Simmons / źródło: Chicagology

 

Żona i córki Schuenemanna liczyły na to, że statek ukrył się przed sztormem w którejś zatoce lub porcie. W kolejnym tygodniu nadzieja zgasła, gdy na plaże Jeziora Michigan fale zaczęły wyrzucać połamane choinki. Wkrótce znaleziono też list w butelce zamkniętej kawałkiem sosnowego drewna. Na papierze było kilka linijek napisanego na szybko tekstu:

 

„Piątek… Żegnajcie wszyscy. Chyba już po nas. Zmyło nam szalupę. Silne przecieki. Invald i Steve zginęli. Boże, pomóż nam”.

 

Z jakiego powodu zatonął Rouse Simmons? Jak zwykle, powodów było kilka. Wspomniane przeładowanie, zwłaszcza że choinki, które były na pokładzie namokły i zbierał się na nich lód. Poza tym kiepska kondycja wiekowego statku i brak odpowiednio licznej załogi. Tragedia przez lata obrosła wieloma mitami. Podobno przed wyjściem w ostatni rejs ze statku uciekły wszystkie szczury. Nie brakowało też osób, które gotowe były przysiąc, że widziały dryfujący samotnie szkuner Rouse Simmons na nocnych wodach Jeziora Michigan.

 

Wrak Rouse Simmons
Wrak Rouse Simmons / fot. Cal Kothrade

 

Wdowa po kapitanie Schuenemannie wraz z córkami kontynuowały rodzinną tradycję sprzedaży choinek. W kolejnym roku Barbara sama stanęła za sterami innego szkunera, by przywieźć do świeże drzewka do Chicago. Później, po roku 1920, bardziej opłacalnym i pewnym okazał się transport kolejowy, a pracowite żaglowce zniknęły nie tylko z choinkowych, ale w ogóle z jeziorowych szlaków. Legenda „Kapitana Świętego Mikołaja” i jego choinkowego statku jednak wciąż żyje. Zarówno w popularnej kulturze, jak i tradycji amerykańskiej Straży Przybrzeżnej, która co roku na pokładzie swojego lodołamacza Mackinaw przywozi do Chicago tysiąc choinek, rozdawanych potem ubogim.

 

Lodołamacz US Coast Guasrd Mackinaw kultywuje tradycję statku z choinkami
Lodołamacz US Coast Guasrd Mackinaw kultywuje tradycję statku z choinkami / fot. Chicago Tribune

 

Wrak żaglowca Rouse Simmons odnaleziono dopiero w 1971 roku. Przypadkiem natrafił na niego nurek poszukujący na dnie innego statku. W ładowniach szkunera wciąż znajdują się choinki. Dwie z nich wyciągnięto i do dziś są eksponatem w muzeum Rogers Street Village w miejscowości Two Rivers. Trafił tam też portfel kapitana Schuenemanna, wyłowiony w 1924 roku przez rybaków.

 

Krzysztof Romański

14.12.2020 r.
Obraz w nagłówku: Charles Vickery

Dodaj komentarz