Blisko 400 tysięcy osób odwiedziło port w Sète podczas tegorocznej edycji Escale à Sète. Siedmiodniowy zlot (31 marca – 6 kwietnia) potwierdził swój status największej imprezy żaglowcowej na Morzu Śródziemnym i jednego z najważniejszych festiwali kultury morskiej na świecie. Zobacz naszą fotorelację.
Krzysztof Romański, 7.04.2026 r.
Escale à Sète to impreza odbywająca się w cyklu dwuletnim. Premierowa odsłona miała miejsce w 2010 roku. Trwała tylko jeden dzień i przyciągnęła do urokliwego portu na południu Francji ponad 10 tysięcy osób. Od tego czasu skala i ranga wydarzenia systematycznie rośnie, czego potwierdzeniem może być patronat Unesco (pisaliśmy o tym TUTAJ). Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Oświaty, Nauki i Kultury uznała, że francuski zlot przyczynia się do „zachowania materialnego, niematerialnego i naturalnego dziedzictwa morza”. Ale popularność Escale à Sète przejawia się również poprzez frekwencję. W rekordowym 2022 roku wydarzenie odwiedziło 438 tysięcy osób. Tym razem w wyrównaniu tego wyniku przeszkodziła pogoda, która w pierwszych dniach nie rozpieszczała organizatorów i uczestników. Było zimno, a chłód potęgował silny, szkwalisty wiatr, który w całym regionie wiał non stop przez ponad tydzień, przez co na imprezę nie dotarły awizowane wcześniej żaglowce: wybudowany w Gdańsku Nave Italia (ex-Swan fan Makkum) i replika flagowej jednostki Krzysztofa Kolumba – Nao Santa Maria. Z powodu problemów technicznych na zlocie nie pojawiła się też nasza dobra znajoma – portugalska Santa Maria Manuela. Gwiazd jednak nie zabrakło.
Bo w Sète zacumowały też żaglowce, dla których warto było przyjechać pół Europy – co w istocie zrobiliśmy, czego skutkiem jest ta relacja. Przy reprezentacyjnym Quai d’Alger stanął m.in. bark Sudarshini, zwodowany w styczniu 2011 roku w Vasco da Gama okręt szkolny indyjskiej Marynarki Wojennej. Trzymasztowa jednostka to konstrukcja projektu brytyjskiego inżyniera Colina Mudie, który zaprojektował również m.in. Lorda Nelsona, Royalista, australisjki Young Endeavour i Tarangini – starszego brata Sudarshini. Nazwa jednostki nawiązuje do postaci Sundar – przyrodniej siostry Buddy. Imponująca jest zarówno rzeźba złotego łabędzia w galionie, jak i nocna iluminacja masztów w barwach flagii Indii. Stalowy kadłub pomalowany jest na niebiesko. Co ciekawe, bukszpryt 54-metrowego żaglowca jest drewniany.
Długie kolejki ustawiały się przed trapem hiszpańskiego Galeonu Andalucia, którego całkowita długość wynosi 51 metrów. Zbudowany w 2010 roku w Punta Umbria statek jest repliką XVI-wiecznych hiszpańskich galeonów, ale kadłub nie powstał wyłącznie z drewna – część podwodna jest bowiem z laminatu.
Największym uczestnikiem zlotu był Belem – najstarszy żaglowiec noszący trójkolorową banderę. Trzymasztowy bark to jednostka o długiej i fascynującej historii, sięgającej 1896 roku. W ciągu 6 miesięcy zbudowała go stocznia Adolphe’a Dubigeon’a w Nantes dla tamtejszej kompanii żeglugowej Denis Crouan Fils & de Lagotellaire. Początkowo pływał jako żaglowiec towarowy, wożąc brytyjski węgiel, argentyńskie muły, oraz cukier, kakao i kawę między Wielką Brytanią, Francją i Brazylią. Zresztą, nazwa upamiętnia brazylijskie miasto, stolicę stanu Parana, do którego statek regularnie zawijał.

W Sete stawiły się też inne żaglowce z Francji: szkolny szkuner Etoile, bryg Phoenix oraz Le Don Du Vent – siostra Kapitana Głowackiego z Marsylii. Aby wziąć udział w Escale, pierwszy raz w historii na Morze Śródziemne wypuściła się Vera Cruz – replika portugalskiej karaweli, wyraźnie odcinająca się sylwetką od klasycznych żaglowców szkolnych. Czechy reprezentował bryg La Grace z sympatyczną załogą, dowodzoną przez ojca i syna – Józefa i Filipa Dvorskich, Chorwację zabytkowa Tartana, Maltę Florette, a Włochy Pandora i Corsaro II. Przybył też Pascual Flores – odrestaurowany hiszpański szkuner z 1917 roku. Ogółem, tegoroczna edycja zlotu zgromadziła flotę ponad stu jednostek, z których większość to tradycyjne łodzie rybackie o ożaglowaniu łacińskim.

Ale Escale à Sète to nie tylko statki przy nabrzeżach. Program jest szeroki i wyraźnie nastawiony na kontakt z publicznością. Na kejach i pokładach organizowano koncerty, pokazy rzemiosła morskiego, warsztaty edukacyjne i wydarzenia kulturalne. Ważnym elementem były także parady załóg, degustacje lokalnych specjałów morskiej kuchni i rekonstrukcje historyczne, które są jednym z najbardziej „widowiskowych” elementów imprezy – jak choćby inscenizowane bitwy morskie z udziałem żaglowców, z użyciem ślepej amunicji, dymu i muzyki na żywo.
Escale to duża operacja logistyczna i promocyjna. W wydarzenie zaangażowanych jest około 400 wolontariuszy, a w samej imprezie uczestniczą delegacje z piętnastu krajów – nie tylko załogi statków, ale też artyści, edukatorzy i przedstawiciele różnych środowisk związanych z morzem. Łącznie mówimy o około dwóch tysiącach uczestników „od środka” oraz blisko dwustu partnerach – od instytucji publicznych po organizacje międzynarodowe. Skala medialna również może imponować. Do Sète przyjeżdża około 180 dziennikarzy z całego świata, co przekłada się na zasięg liczony w dziesiątkach milionów odbiorców. Dla miasta to nie tylko prestiż, ale bardzo konkretny impuls przed sezonem turystycznym. A za tym idą pieniądze. Szacowane wpływy dla lokalnej gospodarki sięgnęły 21 milionów euro w 2022 roku i około 15 milionów w 2024 – mimo gorszych warunków pogodowych.
Całość sprawia, że Escale à Sète wykracza poza klasyczny zlot żaglowców. To raczej festiwal kultury morskiej w szerokim znaczeniu – łączący historię, edukację i turystykę – oraz istotny punkt w europejskim kalendarzu imprez żeglarskich.
Krzysztof Romański
7 kwietnia 2026 r.
Zdjęcie w nagłówku: Krzysztof Romański
Zobacz naszą relację fotograficzną:



































































































